piątek, 30 stycznia 2015

Od Kate CD. Diablo

Leżałam bezwładnie. Wszystko mnie bolało i nie wiedziałam, co się dzieje. Panika ogarnęła mój umysł. Każda cząstka mojego ciała kazała mi spadać z tond jak najszybciej. Nie miałam siły się nawet podnieść, a co dopiero uciekać. Patrzyłam tylko jak coś do nas podjeżdża. Wielki rydwan nie było widać twarzy. Bezkresna ciemność otaczała go i przeszywała na wylot. Jakby cały był z niej stworzony. Zsiadł powozu i podszedł do Diablo. Z przymrużonymi oczami patrzyłam jak coś do niego mówi. Następnie nastała ciemność …
Obudziłam się w celi z metalową obrożą na głowie i przykutymi łańcuchami łapy do ściany. Nie wiedziałam czy mam być zła na Diablo, czy na samom siebie. Była to po części moja wina, mogłam szybciej zareagować…, ale nie do licha nie mogę się tym zamartwiać. Jestem nie wiadomo gdzie. Nie wiem jak się z tond wydostać i kompletnie nie wiem, co się dzieje. Odzyskałam już wzrok. Byłam cała rozbrojona. Nie zostawili nawet najmniejszego noża. Potrzebowałam czegoś, żeby się rozkuć z łańcuchów. Stanęłam na łapach i szarpnęłam mocno. Łańcuchy były dość długie ( pewnie myślą, że wadera to nic ni zbroi heh nie znają mnie jeszcze). Podeszłam bliżej krat. Na korytarzu nikogo nie było. W sąsiadujących celach też nie. Gdzie u diabła jest Diablo !? Nagle rozległ się rumor ciągniętych łańcuchów. Szybko powróciłam do pozycji po przebudzeniu, żeby nie zorientowali się, że żyje. Przymrużyłam oczy. Zobaczyłam Diablo idącego z dwoma strażnikami. Ciągły się za nim potężne łańcuchy, ale jakoś nie było widać, że mu ciążom. Wprowadzili go do celi. Przykuli dwa razy mocniej niż mnie. Basior nie szamotał się ani nic. Po prostu dał się zakuć. Przewróciłam w duchu oczami. Gdy strażnicy sobie poszli nagle cudownie się ocknęłam.
- Diablo, co do cholery tu się wyrabia!? – Próbowałam mówić jak najciszej, ale tak, żeby wilk usłyszał. 
- Kate, żyjesz nic ci nie jest? 
- Tak żyje mam się dobrze. I powiesz mi, co do cholery tu się dzieje?! 
- Nie czas na wyjaśnienia. Masz wsuwkę do włosów?
- Że co? Pomyślmy… - sięgnęłam do grzywki, której na szczęście miałam coś metalowego. – Coś mam -odparłam ze zdziwieniem, że tego mi nie zabrali. 
- Dobra słuchaj. Teraz wyplącz się z tych łańcuchów i podaj mi wsuwkę.
Zrobiłam jak kazał. Podałam mu wsuwkę i po chwili byliśmy wolni. 

<Diablo? Podoba mi się twój tok myślenia Fanto ^^>

Od Yuwy CD. Astrid

- Nic ci nie jest? - spytałam zmartwiona.
- Nie, a co?
- Krzyczałaś przez sen, zaniepokoiłam się. 
- Po prostu sen źle się skończył
- Rozumiem - nie chciałam użyć znienawidzonego słowa "aha", które sprawiało, że wypowiedź zdawała się mieć charakter lekceważący. - Może pójdziemy na polowanie tak na pobudzenie?
- Żołądków czy łap?
- I tego i tego - odparłam ze śmiechem. Ruszyłyśmy w stronę polany w dość nietypowej ciszy. Byłam pewna, że Astrid rozmyśla nad swoim snem. Jednak nie obchodziło mnie jak on wyglądał. Nie lubię się pakować w czyjąś psychikę. Szczególnie po ostatnim... Sama myślałam o swoim wczorajszym szale. Był dla mnie czymś... niespodziewanym... Od dawna już mi się nie zdarzało. Potrafiłam panować nad emocjami, ale co się stało teraz? Czyżby mój wewnętrzny głos kazał mi stanąć w obronie przyjaciółki? Choć z drugiej strony nie znamy się nawet tydzień. Czy możliwym jest zaprzyjaźnić się z kimś znając go tak krótko? Czas pokaże...

<Astrid?>

Od Renecton'a

Cichy świst wiatru przebijającego się przez niewielkie uszczelki w kamiennych ścianach odbijał się po pomieszczeniu. Dźwięk był tak delikatny, iż gdy muskał uszy nazwać go można by i drażniącym. Klimat budził mieszane uczucia, a mimo tego płomień bijący z pochodni, która z nieznajomego źródła została zapalona, kusiła do poznawania nieznanych zakamarków świątyni. Blask emanował on wręcz energią, której nigdy wcześniej nieproszony gość nie poznał.. Aż do poranka mógłby wpatrywać się w to światło. 
Jak sądził świątynia możliwe należy do watahy, która nie wie o nieproszonym gościu właśnie oglądającym jedno z pomieszczeń. Może nie musi wiedzieć? Swoje kroki skierował wzdłuż jednej z ścian i udał się w stronę, już dobrze znanego sklepienia dwóch kamiennych łuków. Prowadziło ono do wyjścia, mimo tego, że basior zamierzał opuścić jaskinię, teraz nie przestawał podziwiać zdobionych wykończeń. Kilka chwil później stanął już na zewnątrz. Wzrok wilka powędrował lekko w górę. Po przez rozłożyste konary drzew, które ograniczały większą widoczność, ujrzał niewielki zarys księżyca. Jego blask dyskretnie omijał miejsce w którym się znajdował, aczkolwiek polany okryte drzewami magicznie lśniły. Powoli ruszył przed siebie ledwo widocznym drewnianym mostem znajdującym się miedzy pniami. Zaintrygowany powoli zaczął rozmyślać o tym, która jest godzina, a ze względu na wszechobecną wyjątkowo mroczną ciemność stwierdził, że musi być krótko po północy. Późna pora nie dała mu się jednak we znaki. Byłoby ciekawie gdyby usnął, a rozłożonego pomiędzy belkami mostku znalazłby go nazajutrz jakiś nieznajomy. Swoją myśl przerwał zbaczając z głównej drogi. Jego kroki tłumiła nieduża warstwa ściółki i mchu, a do jego nozdrzy znikąd dotarł nieznany zapach. Wręcz.. przyjemny w swojej nietypowości. Skierował się wonią, a zatrzymał się ujrzawszy kilka metrów przed sobą sylwetkę smukłej wilczycy. Tajemniczą postać lekko ukrywały zarośla, pomimo tego futro widoczne w kilku miejscach całkowicie zdradzało miejsce w którym przebywała. Basior ilustrował waderę wzrokiem, lecz ta nie dostrzegła jeszcze, że nie jest sama. Te nogi.. sprawiły, że poczuł dzikie... hmm.. pragnienie poznania tej samicy bliżej. Kilkoma impulsywnymi susami znalazł się przy waderze i powalił ja na ziemię. Jego źrenice jednak zmalały gdy niespodziewanie wilczyca, sprawnie zajęła pozycje basiora. Teraz to on leżał pod nią. Co jest? Intrygujące oczy nieznajomej spoglądały na reakcje basiora. Wyglądała na rozbawioną.
- Niezbyt udane wejście, co?- zapytał ze śmiechem

<Tajemnicza wilczyco?>

Od Nekami-Mei CD. Mike'a

Przewróciwszy oczami podeszłam do basiora. Zmieniwszy postać na bardziej... ludzką powoli wychodziłam z cienia. Z każdym krokiem moje fioletowe, długie do pasa włosy falowały na delikatnym wietrze. Kosmyk delikatnie upadł na moje oko. Moja postura chyba zaszokowała wilka.
- Kim... Kim jesteś?- spytał. Ja, milcząc, podeszłam bliżej i uleczyłam niewielkie rozcięcie na jego głowie.
- Wilkiem.- uśmiechnęłam się tajemniczo. Zmieniłam moją postać w waderę.- Jak się tu znalazłeś...?- spytałam.
-Wiesz... Nie mam pojęcia.- mruknął.- Jak się nazywasz?
- Nekami-Mei. A ciebie jak zwą?- wilk na mnie przez chwilę spojrzał, jednak później odwrócił wzrok.

<Mike?>

środa, 28 stycznia 2015

Od Diablo CD. Kate

Mimo bardzo sporej wielkości gada, walka trwała krótko. Okazało się bowiem, iż zwierzę miało cienką skórę, a i kości nie były zbyt mocne. Można było zauważyć, że biedaczek od dawna nic nie jadł. Jednym susem skoczyłem mu na łeb, wbiłem pazury w szyję i kłapnięciem ostrych kłów połamałem mu kości.
- No proszę i nie musiałem się nawet trudzić. - odparłem z zadowoleniem, lecz mina moja szybko zrzedła
- Coś nie tak? - wadera uniosła brew
Walnąłem pięścią w skałę, na której pod wpływem uderzenia zaczęły się pojawiać pęknięcia i pokazało się małe wgniecenie.
- Liczyłem na to, że jaszczur zaprezentuje mi swoje zdolności. - odrzekłem - Byłoby o wiele ciekawiej.
- Spokojnie będzie jeszcze okazja. - na pysku wilczycy pojawił się sarkastyczny uśmiech
Zignorowałem jej wyraz twarzy i ruszyłem dalej, a po niecałej chwili dołączyła i Kate.
Tunel zaczął się stopniowo zmieniać. Z moich obserwacji wynikało, że im dalej idziemy tym struktura kamienia się zmienia, a przejście robi robi coraz mniejsze. Przy którymś zakręcie dostrzegliśmy drewniane podpory na ścianach i suficie, takie same jak w ludzkich kopalniach. Nie było już takiej małej przestrzeni, lecz ogromna.
- Diablo. - odezwała się nagle moja towarzyszka - Mam złe przeczucia.
Nic jej na to nie odpowiedziałem. Bo niby co? Nie będę jej pocieszać tylko po to, aby jej obawy zniknęły. Im wcześniej przygotuje się na najgorsze, tym lepiej. Będziemy mieli rozpracowanych kilka opcji i tak zyskamy przewagę nad przeciwnikiem. Przynajmniej ja.. Dawno temu miewałem podobne sytuacje. Wtedy najważniejsze było przede wszystkim logiczne myślenie. Każdy z towarzyszy miał swoją wersję na podstawie badań terenu oraz czułe i słabe punkty każdego prawdopodobnego przeciwnika.
Przy takim rozmyślaniu nad każdym szczegółem wyprawy stało się coś co zawiodło moje dotychczasowe pomysły. Zatrzymałem się raptownie. Gdzieś w powietrzu był bardzo nieprzyjemny odór. Smród palonych ciał, zgnilizna i.. chyba dwutlenek węgla. Zmarszczyłem nos. Przypomniała mi się nagle jedna z podróży wojennych w góry. Takiego przeżycia nigdy nie można zapomnieć..
- Cho*era. - zakląłem
Jaki ja jestem głupi! Mogłem od razu to przewidzieć.. Nie powinniśmy tu wchodzić, to nie jest miejsce nawet dla takich jak ja.. Zacząłem chodzić w te i we te waląc w ściany
- Wszystko okej?- zmarszczyła czoło
- Nie ku*wa nic nie jest okej! -wrzasnąłem, po czy dodałem trochę ciszej - Wynosimy się stąd.
-Ale.. czemu? Chcę zobaczyć co jest na końcu tunelu.
Zamknąłem oczy i westchnąłem, a kiedy je ponownie otworzyłem wzrok mój stał się poważny i widać było iż nie żartuję.
- Kate, to nie miejsce dla nas. - powiedziałem - To.. grobowiec i nikt nie powinien tu wchodzić. To co tam byś zobaczyła.. - wstrząsnąłem łbem - Wynośmy się nim będzie za późno.
- Chyba.. nie do końca rozumiem co masz na myśli - słowa Kate wypowiedziane były w sposób, jakby każde z nich po kolei smakowała - ale się tego domyślam.
- Nie. -zwężyłem źrenice - Nie możesz tego opisać, a co dopiero wyobrazić.. Nawet ja, który widziałem to na własne oczy.. Idziemy.
Zanim jednak zrobiliśmy krok tunel zaczął się niebezpieczne trząść, a po chwili zrobiła się pod nami duża szczelina pochłaniając dwa bezbronne wobec niej wilki. Lecieliśmy z bardzo dużej wysokości upadając na twardą, kamienną posadzkę. Nim jednak straciłem przytomność dostrzegłem białe budowle, a pośród nich nadciągający z niemała prędkością powóz konny, z którego wyszedł On. Zdjął i założył swój czarny kapelusz gapiąc się na mnie ironiczne swymi czerwonymi ślepiami i wyciągając język. Przemówił coś w swoim języku, który na moje nieszczęście znałem.
- Znowu się spotykamy. Tym razem będzie to Twój koniec.
- Ty.. zginąłeś. - zdołałem rzec
- Tak ci się zdaje? - ukląkł przy mnie
Zemsta. Ostatnia myśl jaka przyszła mi do głowy nim zapadła ciemność.

<Kate? Zapowiadają się bardzo ciekawe przygody, a Fancia ma bardzo rozległe pomysły ^^>

Od Nathan'a CD. Dorianny

Nie zdziwiła mnie reakcja wadery. Ale fochy zamiast powiedzieć, że jej to nie odpowiada, ale co ja zrobię? Typowa kobieta! Żeby mieć spokój i nie wysilać się z nazwami dla niej postanowiłem ruszyć temat mocy i wyzwisk. 
- Jakie masz moce? – usłyszałem. Widocznie panna Dorianna była ciekawa jak ja. Z mojej strony padło pytanie „Ze szczegółami?”. Jej wzrok dawał znak, który mówił sam za siebie.
-No dobrze. Ale zanim zaczne… - dodałem kiedy w końcu doszliśmy do górskiej zatoki. – musze ci coś powiedzieć. – zaciekawienie Dori wzrosło. Nachyliłem się nad nią i powiedziałem – masz pająka na grzywce. – Zaczeła się szarpać piszczeć i była przerażona!
- Zdejmij go! Zdejmij!!! – krzyczała. A ja turlałem się po piasku ze śmiechu. 
- No dobra. Mogę zamrażać wilki. Chuchnę i i umiera z zimna. To co już wiesz czyli mam opanowaną moc lodu no i mam silną odporność. A ty?
- Heh, moje moce są nudne. – uśmiechnęła się. 
- Doprawdy? A może opowiesz? - zapytałem. Popatrzyła na mnie jakby to było głupie pytanie.Nie to nie! Ale zemsta musi nastąpić! Wepchnąłem ją do wody a Dori wstaje i wygląda jak mokry pies. Sam wskoczyłem a przy tym ją ochlapałem. 
- Nie wiedziałam, że potrafisz być "miły". - dodała.
- W sumie ja też. - zrobiłem smutną minę. Od razu spoważniałem. - Ja już idę. - odwróciłem się i bez pożegnania ruszyłem szybkim krokiem. Dlaczego? Przez przeszłość. Miły, ta bo uwierze. Te słowo było bolesne. Ale cóż, nic nie zrobie. Zawsze tak było i będzie heh. No bo co? Na słabszym fajnie się wyżyć! Sakrazm był jedną obroną. Bo nikt to nie wie jak to jest robić sztuczny uśmiech kiedy wszyscy wokół są frajerami i lubią się śmiać. Chciałem im pokazać, że dam radę nie poddam się. Robiłem to żeby mi dali spokój. Kiedy myślałem, że mam przyjaciela on mnie wykorzystał i zostawił. No to już wiadomo czemu jestem sakrastyczny. Nawet nie zauważyłem jak to szybko znalazłem się w domu. Zatrzsnąłem drzwi ale kilka minut później ukazała się wadera, która była ze mną w górskiej zatoce.

<Dorianna? mam zły humor ;/ >

Od Dark Ghost'a

Obudziłem sie znowu w innym miejscu niż zasnąłem. Po minucie zauważyłem obok siebie 2 zabite wilki. Pomyślałem: ,,Dość, muszę pogadać z Jeffem". Jeff to mój demon, z którym się koleguje, to mój jedyny przyjaciel.
- Jeff pokaż się, musimy pogadać!
Po chwili przede mną stał czarny wilk z skrzydłami i bez oczu.
- O co chodzi?
- Możesz mi łaskawie powiedzieć czemu przejmujesz władze nad moim ciałem gdy śpię i zabijasz inne wilki?!
- Bałem się, że ci coś zrobią - odpowiedział i posmutniał.
- Jeff rozumiem, że pragniesz krwi ale nie zabijaj innych wilków!
- Co więc proponujesz?
- Zawrzyjmy umowę; ja będę zabijał każdego człowieka jakiego spotkam, a ty nie zabijesz już nigdy żadnego wilka.
- Umowa stoi! - odpowiedział demon z uśmiechem.
- To teraz wracaj do środka.
- Dobrze - po tych słowach demon znikł.

***kilka godzin później***

Szedłem po lesie aż usłyszałem kłusowników. Pomyślałem ,,umowa to umowa". Stałem się niewidzialny i zagryzłem kłusowników. Nagle pojawił się demon i powiedział;
- Widzę, że dotrzymujesz umowy.
- Tak ale burczy mi w brzuchu.
- Jadłeś kiedyś człowieka? - zapytał demon z uśmiechem.
Zamurowało mnie i otworzyłem szeroko oczy.
- Nie.
- Jak ci burczy w brzuchu to spróbuj go zjeść. Przecież i tak jest martwy.
Poszedłem za radą Jeffa i zjadłem kłusownika.
- I jak? - spytał się demon.
- Musze przyznać że nawet smaczny.
- Ok, chodźmy dalej.

*** Jakiś czas później ***

Poczułem zapach wielu wilków. Pomyślałem: ,,pewnie jakaś wataha. Stanę się niewidzialny i przejdę bez problemów". Po drodze spotkałem wiele wilków, ale jakaś wadera zaczęła za mną iść.
Po 5 minutach leżałem na brzuchu a ona stała na mnie i mówiła:
- Kim jesteś? Pokaż się!
- Skąd wiedziałaś że tu jestem?! - zapytałem z wielkim zdziwieniem.
- Masz głośne myśli - odpowiedziała z uśmiechem - a teraz się pokaż!
- Jak się pokaże to zawału dostaniesz..
- Na pewno nie.
- Ok - odpowiedziałem i stałem się widzialny.
Wadera otworzyła szerzej oczy i zemnie zeskoczyła. Nic dziwnego - byłem cały we krwi mojej i kłusowników. Gdy tylko zeskoczyła znowu stałem się niewidzialny i zacząłem biec a ona za mną.
Jak na złość musiałem wpaść na drugą waderę.
Już po chwili leżałem na plecach a nade mną stały dwie wadery.
- Kim jesteś? - zapytały chórem.
- Mogę się jakoś wymigać? - zapytałem z uśmiechem.
- Nie.
- Nazywam się Dark Ghost i czy możecie zemnie zejść? 
Zeszły ze mnie i powiedziały:
- Jestem...
- A ja...

<Ktoś?>

Nowy wilk – Renecton!

Imię: Renecton (czyt. Renikton; w skrócie Ren, Rene)
Wiek: 4 lata
Rasa: Wolf Nothern Arrakis (dosł. Wilk Północnego Arrakis; zarówno rasa jak i ród, obecnie spotykane wyłącznie w Union Ferleden)
Płeć: Basior
Stanowisko: Szaman
Moce
  • Degree- czyli umiejętność magiczna objawiająca się najczęściej w trzech stanach, im wilk staje się starszy tym moc pozwala na coraz więcej ruchów. Pierwszym stadium jest częściowa kontrola nad umysłem i sprawnością fizyczną danego stworzenia, jednak silniejsze psychicznie stworzenie potrafi zablokować na sobie te moc. Kilka lat treningu pozwala posiadaczowi na atak bez ryzyka odrzucenia mocy, a także pełną kontrole ruchów i myśli. Drugim stanem jest długotrwałe, jednak nie całkowite usuniecie mocy rywala po przez wykasowanie wspomnień z nimi związanymi, ponad to uniemożliwia wtargnięcia do umysłu Renecton'a, w celu zawładnięcia jego ciałem. Ostatnim zarazem najgroźniejszym stadium jest blokada narządów wewnętrznych wybranego wilka, umiejętność ta w dosłownym rozumieniu sprawia iż krew nie dopływa do narządu. Jeśli jednak zdarzy się, że przeciwnik będzie na tyle silny by odepchnąć atak, Ren potrafi w dowolnym tempie paraliżować ciało, zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie. Jednak w niewłaściwych rękach może wyrządzić krzywdę nawet samemu posiadaczowi tej umiejętności. 
  • Duża wiedza na temat magii- wprawdzie nie jest to moc tylko lata doświadczenia, ale i to możemy opisać. Renecton od najmłodszych lat wiele czasu spędził na nauce magii. Wszystkie poznane zaklęcia zapisywał w swoim notatniku, strzegł go jak oka w głowie, aż pewnego dnia tajne notatki ujrzały światło dzienne. Został uznany na nielegalne używanie białej i czarnej magii, jego dziennik został spalony, a wraz z nim wszystkie zaklęcia.. Nikt jednak nie przewidział, ze Rene stworzył kopię swoich zapisków. Każdego wersu z każdej strony, ku niewiedzy wpływowych nauczył się na pamięć.. 
Cechy charakteru: Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim ja­kie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie. Czy charakter da się opisać? Użyć wiele słów tylko po to, by przekonać się iż basior i tak zachowa się inaczej niż napisano? Renecton bowiem każdemu prezentuje się od innej strony. Podłość, aroganctwo i chamstwo zwalcza ogromną ilością sarkazmu, którą można ujrzeć nawet w jego gestach. Ciężko jest wyprowadzić go z równowagi, ale potrafi być szorstki. Nawet wobec bliskich. Opinie i słowa egocentryków czy nieprzyjaciół nie bierze sobie do serca. Jeśli zechcesz go obrazić, mogę życzyć Ci jedynie powodzenia. Ku zdziwieniu obcych, jeśli oblega została powiedziana żartobliwe Rene nie zareaguje w jakikolwiek negatywny sposób. Lubi śmiać się z siebie. Jeśli ktoś mu podpadnie jako obelg najczęściej używa skomplikowanych eufemizmów. Niestety straszny z niego manipulant..
Ciężko przychodzi mu nawiązywanie nowych znajomości, nie mówi dużo, o ile to możliwe to wcale się nie odzywa. Może wydawać się to dziwne, ale nie jest nieśmiały, wręcz przeciwnie. Jeśli znajdzie się ktoś kto zdobędzie jego zaufanie jest irytująco pewny siebie, bezpośredni, wręcz bezczelny bowiem nie szczędzi krytyk względem czegoś co mu się nie podoba. Nie lubi swojego uśmiechu za to lubi się śmiać, tym ukrywa swój zły humor oraz smutek, dobrze je maskuje. Kiedy mówi, jego gestykulacja i modulacja głosu sprawiają, że rozmówca często nie wie czy basior mówi poważnie czy też żartuje. Strach już dawno schował do kieszeni, zastąpił go troską o bliskie mu osoby. Jest świetnym słuchaczem, można mu powierzyć swoje tajemnice, wyżalić się. W sprawie nie cierpiącej zwłoki, jeśli będzie potrafił jest w stanie nawet doradzić.Strach już dawno schował do kieszeni, zastąpił go troską o bliskie mu osoby. Jest świetnym słuchaczem, można mu powierzyć swoje tajemnice, wyżalić się. Do celu jet w stanie dojść nawet po trupach, uwielbia przygody i ciężko jest mu usiedzieć w miejscu. Nie odczuwa upokorzenia, ani wstydu. O dziwo jest odpowiedzialny za swoje głupoty..
Cechy szczególne: Zewnętrznie basior nie różni się niczym od przeciętnego wilka. Wyjątkiem mogą być wyrastające z kręgosłupa skrzydła o rozpiętości trzech metrów oraz piękne złote, zdaje się hipnotyzujące oczy. Najzwyklejsze błękitne futro oraz ciemniejsza, granatowa grzywka lekko opadająca na prawe oko. Właśnie na prawe basior ma słabszy wzrok. Wilk różni się jednak od innych przedstawicieli swojego gatunku, prawdopodobnie inny wilk postawiony w jego sytuacji od dawna był by martwy. Renecton ma pękniętą wątrobę, więc w każdej chwili może dojść u niego do śmierć przez zapaść. Teraz przy życiu trzyma go wyłącznie duża ilość magii, którą przeznacza na chwilowe ratowanie narządu oraz tajemnicze eliksiry, o nieznanych składnikach.

Nowy wilk – Dark Ghost!

Imie: Dark Ghost
Wiek: 2 lata
Rasa: Mieszaniec (Wilk Ognia i Wilk Mroku)
Stanowisko: Łowca 
Płeć: Basior
Moce: Potrafi stać się niewidzialny, jad w kłach i pazurach, gdy wpada w szał jego futro zaczyna płonąć a kły i pazury stają się czarne.
Cechy charakteru: Ma mocno nadszarpniętą psychikę, przez co trudno zawiązuje znajomości, dla znajomych jest miły i towarzyski, czasami żartobliwy lecz dla wrogów bezwzględny i morderczy, nie cierpi wspominać przeszłości.
Partnerka: Może kiedys :3
Głos: Arash

wtorek, 27 stycznia 2015

Od Mike'a

Otworzyłem oczy. Leżałem na plaży. Morskie fale obmywały mi boki, rytmiczne poruszając całym ciałem. Woda łaskotała w opuszki łap. Mógłbym tak przeleżeć całe życie, na brzegu plaży, na ciepłym piasku. Uniosłem powoli łeb. Zakręciło mi się w głowie. Położyłem go znów. Opadł na mokry piach. Leżałem, oddychając ciężko. Czemu tak bardzo boli mnie głowa? Jak długo tu leżę? Czemu mam przeczucie... Że ktoś mnie obserwuje?
Podniosłem się powoli z piachu. Wplątał się w mokrą od wody sierść. Stanąłem na chwiejących łapach i rozejrzałem. Byłem na plaży, tak jak zdążyłem już zauważyć. 
Przypłynąłem? Przyniosły mnie fale? Co się stało? Gdzie jestem? Dlaczego NIC nie pamiętam?
Wolnym krokiem, rozglądając się na boki, wszedłem do lasu. Cały czas czułem na karku czyjeś spojrzenie. Mimo wszystko, zawładnął mną strach. Uniosłem łeb do góry, ku koronom drzew. Panował straszliwa cisza. Wszystko zamarło. Nic, ale to nic, się nie ruszało. Kilka igieł sosnowych spadło mi na sierść. Szybko odwróciłem głowę w stronę skąd spadły. Czy...Ktoś siedział na drzewie?
Podszedłem do drzewa z którego... coś lub ktoś zrzucił igły.
Spojrzałem w górę. Niemożliwe było, żeby wlazł tam jakiś wilk. Najbliższe gałęzie były... Pod samym wierzchołkiem drzewa. Nagle zawiał wiatr. Szarpnął moim futrem. Od razu poczułem się lepiej. Przywołałem na pysk uśmiech i odwróciłem się od drzewa. Cokolwiek to było, nie obchodziło mnie już.
Poszedłem prosto w nieznany, obcy las. Pewnie należał do jakiejś watahy. Dreptałem powoli, nie śpiesząc się po miękkiej ściółce. 
Wyszedłem na okazałą polanę. Poczułem zapach jeleni. Przyłożyłem nos do ziemi i zacząłem węszyć. Niestety. Jeleni dawno tu już nie było. Zaburczało mi w brzuchu. Westchnąłem.
Ułożyłem się pod okazałym drzewem. Położyłem łeb na łapach i postanowiłem się zdrzemnąć. Pamiętam... Miałem zasadę "Gdy jesteś głodny, a jest żarcie to poluj a potem idź spać, a jeżeli jesteś głodny, a nie ma żarcia, to idź spać a potem poluj". Taa... Tandetna zasada - w końcu sam ją wymyśliłem. Przeciągnąłem się i ziewnąłem. Sen zakradał mi się pod powieki.
Usłyszałem głośny dźwięk. Ktoś cicho zaklął nadeptując na suchą gałąź?
Podniosłem się gwałtownie, przywalając przy tym w dosyć twardą i grubą gałąź.
- Niech to... - Zajęczałem i rozmasowałem łeb.
- Ktoś tu jest? - Usłyszałem wilczy głos, który echo niosło po ciemniejącym lesie.
- Nie ma nikogo - Syknąłem rozmasowywując rozbolały czerep.

<Ktokolwiek?>

Od The Moon Song CD. Against'a

- Miotaj się dalej, zobaczymy, jak ci pójdzie - zaśmiał się lekko, ani trochę nie rozluźniając uścisku. Jeszcze zobaczymy, pomyślałam. Popatrzyłam na jedną z moich kul i nakazałam jej nieco mi 'pomóc' się oswobodzić. W mgnieniu oka jedna z mniejszych przemknęła pod tylnymi łapami basiora zwalniając go z nóg i tym samym dając mi szansę na ucieczkę. Kiedy jednak wyplątałam się z jego ramion nie mogłam się oprzeć patrzeniu na jego zdezorientowaną minę.
- Widzisz? Poszło mi całkiem nieźle. - uśmiechnęłam się półgębkiem z tryumfem i z powrotem ruszyłam w stronę miejsca, gdzie nieznajomy tak bezczelnie przerwał mój spoczynek. Nie miałam zamiaru tak łatwo odpuszczać, kiedy jakiś arogancki basior sugeruje, że to 'jego' miejsce. Ten baobab ma w sobie coś, czego nie da się określić słowami. Od bardzo dawna tego nie czułam. Od kiedy... ostatni raz widziałam się z Ateriel - moją jedyną w życiu, prawdziwą przyjaciółką. Ułożyłam się ponownie pod koroną liści i westchnęłam głęgoko. Zanim całkiem zamknęłam oczy zobaczyłam biegnącego w moją stronę wilka, lecz nie zwróciłam na to zbytnio uwagi. Kiedy poczułam jego wściekły wzrok na sobie, nawet nie raczyłam unieść tym razem powiek.
- Odpuść sobie, okay? - powiedziałam znużona, zanim zdążył otworzyć usta. - Nie mam zamiaru się z tobą użerać. Jak widzę, bardzo zależy ci na tym, bym sobie poszła, lecz ja również tak łatwo nie odpuszczę. - ucięłam i odwróciłam sie tyłem do niego. 

<Against? c:>

Od Alex'a CD. Stance

Stanąłem nad waderą, która jeszcze smacznie spała...
Po obudzeniu i przedyskutowaniu trochę, chciałem teraz ja ją nastraszyć.
- A teraz będę cię prześladował, za ten okropny czyn! - zaśmiałem się jak psychopata.
- A chcesz Znów mieć spotkanie z Tadkiem? - uniosła brew.
- To jakiś szantaż. Jesteś nieobliczalna. Mam się bać wyjść z jaskini aby nie oberwać jakimś tam mieczem?!
- Jakimś tam?! Licz się ze słowami! - warknęła.
- Mam mówić, o szanowny kawałku... emm... o szanowny kawałku metalu? - zaśmiałem się. 
Naskoczyła na mnie, przewracając mnie, minę miała taką, jakbym właśnie zabił jej najbliższego towarzysza.
- Czy to nie za dużo jak na pierwszą randkę? - uniosłem brwi. - Bo wiesz, Tobie tak nie wypada jako pierw... - przerwała mi, kładąc łapę na pysku.
- Wkurzasz mnie! - warknęła zeskakując ze mnie i powoli odchodząc.
Bez namysłu poszedłem za nią, jak ja uwielbiam być uciążliwy.
Widziałem, jak była wkurzona. Ale szczerze mówiąc, podobało mi się to.

<Stance? Wybacz, że krótkie XD>

Nowy wilk – Mike!

Imię: Mike
Wiek: 3 lata
Rasa: Wilk Powietrza
Płeć: Basior
Stanowisko: Łowca
Moce
  • Latanie bez skrzydeł.
  • Znikanie... Tak jak wiatr. Po prostu niewidzialność, ale nie można go dotknąć. Jednak gdy się porusza, słychać cichy szum...
  • Wywołanie wichury, trąby powietrznej itp.
Cechy charakteru: Mike jest dobrze umięśnionym, zwariowanym wilkiem, energicznym i żywiołowym, ale bardzo wrażliwym. Zazwyczaj dla wszystkich miły, ale jest też wredny i chamski. Pnie do swego, nie zmienia decyzji. Jest uparty jak osioł. Lubi się wygłupiać i żartować, gdy coś komuś obieca, zawsze dotrzyma obietnicy. Oddałby życie za ukochane mu osoby, za bliskich skoczyłby w ogień. Jest wilkiem honorowym, odważnym ale niezbyt kumatym. Często nawija nie na temat, wydaje się być naprawdę głupi, gdy wymyśla innym ksywki i przezwiska. Ale tak na prawdę, wewnątrz jest naprawdę lojalnym i wiernym przyjacielem, o sercu lwa. Jeżeli się z nim zaprzyjaźnisz, powinieneś być szczęśliwy. Lubi pomagać innym.
Cechy szczególne: Mike cierpi na lęk wysokości... Nie chwali się tym oczywiście.
Ma na plecach, nosie i uszach łaty koloru karmelowego. Oczy w odcieniu czerwieni z żółtymi elementami. Jeżeli się dobrze przypatrzeć, te dwa kolory nie są... Stałe. Cały czas tak jakby się przemieszczają, wirują. Tak jakby Mike miał huragan w oczach. Brzmi to dziwnie... Ale wygląda pięknie. Powiem w sekrecie: Mike uwielbia szczeniaczki. "Są takie urocze i słodkie!"
Partnerka: Szuka
Głos: Down

Od O'neil CD. Haytham'a

Zagryzła wargi, by powstrzymać śmiech. Basior podniósł łeb wybijając w nią niezbyt poruszone spojrzenie. 
Chrząknęła.
- Wyglądam na wilczyce, która boi się ciemności? - spytała z uniesioną brodą. 
- Skądże - zaprzeczył. - Ale panienka zawsze może to ukrywać. Nie każdy wyjawia swoje tajemnice obcym.
- Och, jakie to głębokie - westchnęła żartobliwie kładąc łapę na piersi po czym westchnęła. - Nieważne. Jeśli zaczniemy teraz, to mniej będzie do zwiedzania w nocy.
Machnęła ogonem i odwróciła się w kierunku plaży. Zapach soli wyczuwalny był na tyle, że spokojnie można było powiedzieć, że znajdowali się niedaleko niej. 
- Och, jakież to prawdziwe - westchnął basior i wyminął waderę, by móc iść przodem.

Morska bryza delikatnie szarpała futrem O'neil. Słońce zachodziło, ale kierowało się ku górom. Czerwone niebo odbijało się od morza, a z nim pierwsze gwiazdy. Momentami fale przybierały zielony odcień. 
- Tak więc... - zrobił przerwę, jakby zebrał myśli. W rzeczywistości jednak wiedział, co chce powiedzieć. - Plaża. 
Wadera chciała powiedzieć coś ironicznie, ale powstrzymała się. Zniechęcić basiora bezczelnymi tekstami nie było trudno, ale op co miałaby to robić? Był jednym z wilków, który chce z nią rozmawiać (a raczej takie miała wrażenie), więc po co to psuć?
- Tak...
- W tamtą stronę mamy góry, po przeciwnej stronie w głębi lasu bagna, kraina lodu, rzeka lawy, kooolejneee góry, jaskinie, iii dębowy las - powiedział na jednym oddechu wskazując łapą w kierunku gdzie się znajdowały. 
- Jesteś wspaniałym przewodnikiem - przewróciła oczyma i spojrzała za granatowe niebo. 
Usiadła za mokrym piasku obserwując przypływające i odpływające fale. 

<Haytham? Coś takie to... ubogie... u.u>

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Od Against'a CD. The Moon Song

Każda przechadzka zaczyna i kończy się w tym samym miejscu - na polanie z baobabem. Moim baobabem. Moim nietypowym jak na nasz klimat drzewem, które ja znalazłem i obserwowałem. Które stało się dla mnie najlepszym, i najbliższym w stosunku do mojej nory, punktem widokowym. Punktem, o którym nie powinien wiedzieć nikt. Więc co, do jasnej cholery, robiła tu jakaś wadera? Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że ją obserwuję. Nie dostrzegała mnie pomiędzy grubymi gałęziami, konarami, które pięły się coraz wyżej i wyżej. Uwielbiałem spać gdzieś, gdzie moje łapy nie miały nawet szans na kontakt z ziemią. Drzemki na płaskim terenie były czymś... Nudnym. Nigdy nie chciałem być taki, jak wszyscy, więc musiałem przeciwstawiać się nawet grawitacji. Choć zazwyczaj z marnym skutkiem. I tak w końcu lądowałem na ziemi.
Wracając; patrzyłem na waderę z góry, mając nadzieję, że w końcu odpuści te swoje "dokładne oględziny" i sobie pójdzie. Och, cóż za naiwność. To przecież płeć przeciwna. Na nie nie ma rady, jak się uprą, to koniec, zero szans na jakiekolwiek porozumienie. Po kilku, może kilkunastu minutach łażenia w kółko, stanęła. Nareszcie. Zaczęło mi strzykać w szyi przez to długotrwałe wodzenie za nią wzrokiem. Głowa powoli pulsowała, zapowiadając cholerny ból. No tak, żadna nowość. Skryłem się głębiej między gałęziami i uważnie śledziłem wilczycę spojrzeniem. Jeden krok z powrotem w stronę lasu, drugi, trzeci i... Chwila, czemu stanęła? Czemu okręciła się w kółko, jakby chciała... No nie! Dlaczego ona się położyła? Dlaczego pod moim baobabem? Dlaczego w moim miejscu? Zamknąłem na chwilę oczy, usilnie próbując się uspokoić. Nie wyszło. Gdy tylko rozwarłem powieki, zawrzało we mnie jeszcze bardziej. Kto upoważnił ją do spania na akurat tej polanie?
Jednym, zgrabnym ruchem zeskoczyłem na ziemię, spadając zupełnie bezszelestnie. Lata wprawy. Przeszedłem kilka kroków i stanąłem nad nią z pretensjonalną miną. Parę głębokich wdechów i byłem gotów na rozmowę.
- To moje miejsce. - O łał, zabrzmiałem bardziej szorstko, niż się spodziewałem. Nieznajoma podniosła głowę, stawiając uszy pionowo. Zmierzyłem nieprzychylnym wzrokiem ją i ten jej połowiczny uśmiech. Może i z lekka uroczy, ale nie w tych okolicznościach, i nie, jeśli dostrzegalny jest w nim sarkazm.
- Ach tak? Jakoś mnie to nie obchodzi - i znów zamknęła oko. Zaraz, co? Jakie nie obchodzi? Tym razem to na moim pysku pojawił się uśmiech. Nie chce się ruszyć? Proszę bardzo.
Tym gorzej dla niej.
Bez żadnego problemu przewiesiłem ją na grzbiecie i nie zważając na jej protesty, zaciągnąłem ją z powrotem do lasu. Nuciłem coś pod nosem, mając kompletnie to, że zwykłe krzyki przerodziły się w bluźnierstwa i wyzwiska.
- Miotaj się dalej, zobaczymy, jak ci pójdzie - zaśmiałem się lekko, zmierzając prosto nad wodopój. Przynajmniej tam mógłbym zostawić ją samą. W końcu, nie wiedziałem, gdzie mieszka, a nie miałem zamiaru o to pytać.

<The Moon Song? Bardzo, ale to bardzo przepraszam, że tyle czekałaś :c>