piątek, 6 marca 2015

Od Shadow'a CD. Sillith

Miała dużą ranę na boku swojego ciała. Obdarowała mnie najpiękniejszym z uśmiechów i usiadła obok.
- Idę do jaskini. Chcę mi się spać. - powiedziała i wstała. 
- E, e, e. Nigdzie nie idziesz. Je vais vous aider, jesteś wyczerpana i obolała. - rzekłem stanowczo i położyłem ją sobie na plecach. - Ruszamy princesse. 
- Dobrze. -pokiwała głową. Pobiegłem do jej jamy i ułożyłem ją na posłaniu. Tak słodko spała. Skierowałem się w swoją stronę. Po drodze spotkałem Primrose...
- Czego się tak lampisz!? - warknęła.
- Prim... Nie musisz być taka...
- Jaka!?
- Désagréable. - rzekłem szybko i przyśpieszyłem kroku. Była zima, więc wypalałem czarne ślady na śniegu przez co można było łatwo mnie namierzyć. Po kilku minutach byłem u siebie. Rzuciłem się na posłanie i momentalnie zasnąłem. Obudziłem się wcześnie. Była 7. Zrobiłem się nagle bardzo głodny. Pobiegłem na polanę. Upolowałem tłustego bażanta i zjadłem go. Nawet nie sądziłem. Była już 12. Szybko skierowałem się na kraniec lasu. Zauważyłem tam czekającą Sillith. Zerwałem po drodze kilka tulipanów. 
- Bonjour Sillith. - przywitałem się. Wręczyłem jej kwiaty i usiadłem obok wadery. 
- Shadow... Mam pytanie. - powiedziała i spuściła łeb.
- Słucham? - uśmiechnąłem się.
- Czemu się ze mną widujesz? Czemu ze mną rozmawiasz? Co by było jakbyśmy się nie spotkali? - dopytywała. Wiedziałem, że kiedyś o to zapyta. Nie chciałem jej powiedzieć tego tak w prost.
- To takie dziwne uczu­cie.. gdy na Ciebie patrzę, gdy jesteś gdzieś blis­ko.. gdy przechodzisz obok mnie.. ser­ce bi­je mi jak sza­lone.. i nie może przes­tać. Ale gdy nie ma cię w pob­liżu wszys­tko wra­ca do nor­my i jes­tem święcie prze­kona­ny że nic do ciebie nie czuję.. Aimer. - szepnąłem. 
- Shadow... - zaczęła.
- Nie mów już nic. Rozumiem, że nie odwzajemniasz tego uczucia. - i poszedłem zostawiając ją samą. Wiem, że zrobiłem źle, ale spanikowałem. Wiem, że zrobiłem to nagle. Niby nie znamy się dobrze, a tu miłość. Nie, to tak nie było. Znając ją już dość długo powiedziałem co czuję. Gdy tylko ją zobaczyłem, uśmiech... Oczy, to było to. Nigdy jej nie zapomnę, a uważam, że ona zrobi to łatwiej niż ja. Ona uważała mnie za kolegę, może przyjaciela. Ja je wyskakuję z takim czymś. Żałowałem tego bardzo. Poszedłem więc do Lasu Starych Dębów. Zaczepiało mnie dużo wilków, lecz ja zajęty byłem myśleniem co teraz? Mam jej unikać? Nie, to nie wchodziło w grę. A popełnić samobójstwo? Nikt by nie zauważył. Morze wyrzuciło by moje przemoczone ciało na brzeg i ułożyłoby je na piasku.Może by mnie opłakiwali, może nie, ale jednego jestem pewien. Umrę szczęśliwy, że w końcu poznałem kogoś, kto miał na mnie dobry wpływ. Sillith mnie zmieniła. Nie byłem taki... Pomocny? Nie wiem jak to nazwać. Po prostu byłem samotny i tajemniczy. Teraz chciałbym wszystkich poznać, ale jak mam się przywitać to nie umiem nic powiedzieć. 
- Shadow. - z moich zamyśleń wyrwał mnie głos jej...
- Sillith. - odwróciłem się ze smętnym wzrokiem i spuszczonym pyskiem.

<Sillith?>

czwartek, 5 marca 2015

Od Lyssy CD. Against'a

Basior zwinął się w kłębek naprzeciwko mnie na drugim końcu mieszkanka. Patrzyłam na niego zszokowania. Znałam basiora pół dnia i nocy, a ten postanawia u mnie przenocować i proponuje mi, a nawet zmusza do wspólnego polowania. Nie wiedziałam, czy basior się o mnie martwi, czy był zbyt zaniepokojony moją utratą wagi, ale moment czy to nie to samo? Ale kiedy popatrzeć na to z innej strony, to wydaje się być na swój sposób urocze…
„I co ja teraz zrobię?” – pomyślałam rozpaczliwie. Nic się nie działo, a zaczęłam panikować. Przydałby mi się teraz porządny cios patelnią w pysk.
Myśli miotały się po mojej głowie jak szalone, a jedyne co chciałam zrobić to pójść spać. Powieki ciążyły, łapy uginały się jakby były z ołowiu. Ciało mówiło: „Spać”, a mózg na to: „O bogowie on będzie tutaj spać zabierze mnie na polowanie czy on się o mnie martwi ale ja go w ogóle nie znam on też mnie nie zna o bogowie co mam robić co mam robić…”
- Długo będziesz się na mnie patrzeć? – Z potoku myśli wyrwał mnie senny głos basiora. No tak. Cały czas patrzyłam na niego ze zdumieniem. 
- P… przepraszam – potrząsnęłam nerwowo głową. Gdyby nie cień, w którym się schował może zdołałabym ujrzeć uśmiech.
Zaśnięcie w jego obecności było trudniejsze niż myślałam. Cały czas czułam na sobie jego wzrok, chociaż leżał tyłem i dawno zasnął. Słyszałam, jak mruczy coś przez sen. Przez chwilę poczułam jak ciekawość kładzie na mnie swoje łapska, ale otrząsnęłam się w porę. Z resztą, po co mi wiedzieć, co mu się śni? Wystarczają mi moje.
W końcu udało mi się zasnąć. Na wstępie przywitał mnie Głos mówiący zupełnie od rzeczy. Miałam splunąć obelgą prosto w… twarz? I uciec, ale nogi miałam jak z metalu. Mówić także nie mogłam. Coś zmuszało mnie do patrzenia w kierunku, z którego dochodził głos. Łagodny, wręcz melancholijny ton basiora wypełniał całą jaskinie – bo w niej się znajdowałam. Przyjęcie tego do wiadomości zajęło mi jakieś pięć minut. Ale w takim razie, ile już tak siedzę?
- Tutaj ciężko z czasem – powiedział. Przyzwyczaiłam się do tego, że szpera mi w myślach. – Ale wróćmy do konkretów…. 
I zaczął swój pusty monolog. Nie wiem, czy to moja wina, że nic nie słyszałam, czy wina wilka. Myśląc o tym, że mogę spędzić wieczność słuchając monologowego bełkotu przerwałam mu:
- Po co to robisz?
- Och, Lyss… gdybyś dowiedziała się wszystkiego… nie, nie, to tak nie działa, wybacz mi. – W jego głosie było słychać coś, co na chwile zmiękczyło serce. Jakby basior był zawiedziony samym sobą. 
- Dlaczego? 
Westchnienie, głęboki wdech i krzyk. Przeraźliwy krzyk jakby dziecka. Rozlał się po całym pomieszczeniu budząc echa na każdym kroku. Na szczęście zdawał się słabnąć. Teraz, zamiast głosu Głosu, do moich uszu dotarł głos mojego „gościa”.
- Pobudka! – Nie wiem, co wystraszyło mnie bardziej, krzyk Againsta czy krzyk ze snu. – No, Lyssa, wstajemy, wstajemy. 
Nawet z zamkniętymi oczyma mogłam stwierdzić, że wilk chrząka się po norze. Może przygotowywał się na polowanie? Ale nie był u siebie.
- Agines? – spytałam sennie.
- Against – poprawił z cieniem irytacji. – Nie mów mi, że imienia też nie zapamiętałaś – spojrzał wymownie w sklepienie.
Prze chwilą pamiętałam. Dałabym sobie łapę uciąć, że pamiętałam jego imię!
- Nie… - jęknęłam żałośnie na głos, choć nie zamierzałam. Chciałam zapaść się pod ziemie lub ponownie stracić pamięć. Och! Co takiego zrobiłam, że musieli mnie tak ukarać?
Basior wysłał mi ostrzegawcze spojrzenie, jak w chwili, gdy sprzeciwiłam się jego decyzji. 

„Kiedy ostatnio coś jadłaś?”. Nie miałam pojęcia, ale na widok stada jeleni żołądek odezwał się znacząco. Zaciśnięte powieki tylko pogarszały sytuację. Próbowałam pozbyć się z pola widzenia żółtych plamek, kiedy basior zaczął układać plan ataku. Zaczął mruczeć coś pod nosem. Dopiero po sekundach dotarło do mnie, że słowa kieruje do mnie:
- … tę najmniejszą?
- Którą najmniejszą?
Wilk starał ukryć irytację i ciągnął dalej:
- Tę najmniejszą z największych.
- Średnią? 
- Och na bogów! – uniósł się, ale westchnął nie chcąc płoszyć zwierzyny. – M… Powiedzmy – pokręcił nerwowo głową. – Chodzi mi o tę na skraju. 
Teraz zauważyłam; faktycznie była mniejsza niż inne, ale nie zaliczyłabym ją do tych „większych”. Popielata łania stała na uboczu pastwiska nie przejmując się resztą stada. Czarne guzikowe oczy co jakiś czas podnosiły się i obserwowały otoczenie. Jednak nie była tak nieuważna jak myślałam.

<Against? c: Takie ubogie to to>

Od Shy CD. Nenyto

Biegałam i skakałam w około, nie zważając na nic. Nagle napotkałam na kamień. Niestety, był on na tyle duży, że runęłam z łoskotem na twardą ziemię. Poczułam ból we wszystkich czterech łapach i w pysku.
- Nic ci nie jest? - zapytał Nenyto.
- Nie, tylko się trochę potłukłam. Nic groźnego - odparłam, podnosząc się.
Otrzepałam się z piachu. Miałam nadzieję, że wyglądałam jakoś przyzwoicie i do zaakceptowania. Po tym upadku na pewno cały mój brzuch był przepełniony drobinkami ziemi i piasku.
- To, co wspinamy się na sam szczyt? - zaproponowałam z uśmiechem.
- No, proszę. Co dopiero się przewróciła, a już chce się wspinać. Dobrze, chodźmy - zgodził się.
Nogi same wiodły mnie ku górze. Nigdy nie byłam na samym szczycie. Chciałam się przekonać, jak tam jest. Ciekawość pochłaniała mnie od środka. Wtem poczułam obecność jakiegoś zwierzęcia. Zatrzymałam się. Wytężyłam zmysły, uaktywniłam moce. Wiedziałam już, co to za stworzenie.
- Spójrz w lewo. Dostrzegasz tego orła? - zapytałam.
- Tak... - odpowiedział zdziwiony, a nawet trochę przerażony.
- Jak wygląda? Opisz mi go, błagam - poprosiłam.
Nenyto mocno się skupiał na zwierzęciu. Z pewnością chciał zauważyć jak najwięcej szczegółów.
- Ma czarne pióra, ale przy końcach skrzydeł widać pasek białych. Żebyś tylko mogła je zobaczyć... Są takie masywne, ogromne, silne. Dziób jest złoty, mocno zakrzywiony. Powyżej jednej łapy ma jakby obrączkę o jasno-szarym kolorze - zakończył.
Uśmiechnęłam się. Poczułam się jak w domu. W mojej rodzinnej watasze były takich tłumy takich ptaków. Gdy do moich uszy doleciał jeszcze charakterystyczny dźwięk, byłam wniebowzięta.
- To co? Idziemy dalej? - wyrwał mnie z transu basior.
- Tak, tak - odpowiedziałam.
Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na najwyższy wzniesieniu. Pomimo że troszkę trudniej się tu oddychało, to nie sprawiało mi to aż tak wielkiego problemu. Położyłam się na miękkiej trawie, która, ku mojemu największemu zdziwieniu, tu rosła. Poczułam, jak wiatr mnie oplata, jak słońce przypieka. Mimo iż kilka razy doznawałam takich uczuć, to teraz było inaczej, bardziej wyjątkowo. Zamknęłam oczy i delektowałam się otaczającą mnie przyrodą. Straciłam rachubę czasu. Już sama nie wiedziałam, ile tak leżałam.
- Schodzimy już? - zapytał.
- Zostańmy jeszcze chwilkę, dobrze? - poprosiłam.
- Aż tak ci się tu podoba? - uśmiechnął się.
- Uwielbiam "czuć". Ty widzisz świat, wiesz jaki jest, wiesz, że żyjesz, że w nim jesteś, funkcjonujesz. Ja nie mam takiej możliwości. Nie mogę nic zobaczyć. Dlatego czasem wydaje mi się, jakbym nie istniała, jakbym w jakiś sposób umarła. Jednak każdy podmuch wiatru, promień słońca, czy deszcz, które czuje na sierści przypominają mi, że jestem i choć nie widzę, to czuję. Wiem, że to dziwne i głupie, a może nawet śmieszne, ale to taka moja mała obsesja - odezwałam się.

<Nenyto?>

środa, 4 marca 2015

Od Mirago: Moja historia

Rok 2167.
Magiczne wilki prawie wyginęły. Ich nieliczna garstka ukrywa się w głębokich lasach. Nie magiczne przeszły na stronę ludzi. Pomagają im mordować swoich magicznych braci. Istoty ludzkie pragną zaprać całą magię świata. Przeszkadzamy im w tym tylko my... Magiczne wilki. 
***
- Miraś. Wstawaj! Dziś twoje urodziny.- mówiła mama.- Dzisiaj jesteś już prawdziwym basiorem, a nie szczeniakiem.
- Mamo nie jestem niemowlakiem i pamiętam o moich urodzinach. A basiorem jestem od urodzenia.
Po chwili przyszedł tata i podstawił mi pod nos liść. Coś było w nim zawinięte. Delikatnie rozwiązałem liść i zobaczyłem stoper. Założyłem go na szyję. Przyglądałem mu się uważnie. Ciekawe do czego to służy? Rodzice zauważyli moją ciekawości i zaraz tata powiedział:
- Młody, to jest stoper dzięki, któremu przeniesiesz się w przeszłość, a potem będziesz mógł wrócić.
Wytłumaczyli mi jak się go używa i ruszyliśmy na polowanie. W lasach nie było prawie wcale zwierzyny i nie pamiętam, czy byłem tam kiedykolwiek syty. Tego dnia w gaju było jak zwykle. Krzaki, drzewa, kwiaty i inne rośliny. Jednak gdy razem z tatą goniliśmy królika usłyszeliśmy strzał. Szybko zawróciliśmy i zobaczyliśmy mamę była postrzelona w brzuch i mocno krwawiła. Wyszeptała tacie na ucho coś w obcym języku. Ten odwrócił się do mnie i powiedział, że mam uciekać w przeszłość. Nacisnąłem stoper i znalazłem się w pałacu. Przed mną siedział starszy pan, a obok niego wilk. Magiczny wilk.
- W którym roku jestem?
Pan rozumiał mnie, ale ja jego niekoniecznie. Na szczęście ten wilk wszystko mi przetłumaczył.
- W roku 861.
Potem powiedział mi jak się tu znalazłem. On wszystko o mnie wiedział! Skąd jestem, jak mam na imię. Kazał mi iść do takich jak ja. Ale ja takich nie znałem. Powiedział więc, abym udał się z powrotem do swoich czasów. Nacisnąłem stoper i znalazłem się na plaży. W dali stała wadera. To nie była moja mama. Podszedłem do niej ostrożnie.
- Hej!- powiedziałem.
-Cześć!
-Jestem Mirago, a ty? Który mamy rok?

<Jakaś wadera?>

Od Nekami-Mei CD. Mike'a

- Co się dzieje?- spytałam basiora.- Gdybyś był człowiekiem, byłbyś blady jak ściana.
- Em... nic.- powiedział. Wyraźnie było widać, że wyrwałam go z zamyślenia.
- No dobra, powiedzmy, że nic.- mruknęłam. Basior podszedł i również zaczął pić. Po chwili oboje skończyliśmy.
- Chodźmy do alf...- zaczęłam.
- Dobra.- I poszliśmy. Rozmowa znowu się nie kleiła, ale próbowałam nawiązać kontakt.
- Skąd pochodzisz?- spytałam.
- Uhm... z dalek...- zaczął.
- To już tutaj.- powiedziałam, pokazując Mike'owi nosem jaskinię alf.
- Dzięki.
- Jak będziesz czegoś potrzebować, to po prostu poszukaj, a na pewno mnie znajdziesz.- powiedziałam tajemniczo.- Pa!
- Pa.

<Mike? Też przepraszam za "szybkość" default smiley xd>

Od Nekami-Mei CD. Ignite'a

Z jakiegoś powodu poczułam nagły przypływ strachu. Nagle wilk uciekł - razem z nim strach również mnie opuścił. Zaczęłam biec w kierunku, w którym basior pobiegł. Niestety, szybko straciłam go z oczu.
- Ignite...- wyszeptałam.- Nie wiem co, ale ty coś wiesz... ale ja się tego dowiem...- bałam się. Martwiłam się, czy basiorowi coś się stało. A może go nigdy nie zobaczę? Co go tak przestraszyło? Nie mogłam go nigdzie znaleźć. Wróciłam do "domu". Po bezsennej nocy nastał poranek. Usłyszałam kroki, po czym wyszłam na zewnątrz.
- Nekami...- powiedział z nutą strachu. Skrócił moje imię, jednak nie zrobiło mi to różnicy. Moje krótkie imię "dobrze się czuło" z jego głosem.
- Co się stało... Co to było?- powiedziałam niemalże szeptem.

<Ignite? Na prawdę, bardzo przepraszam, że tak długo...>

wtorek, 3 marca 2015

Nowy wilk - Mirago!

Run Dali Run! by Rinermai
Imię: Mirago
Wiek: 1 rok i 6 miesięcy
Rasa: Wilk Czasu, Przeszłości i Teraźniejszości.
Płeć: Basior
Stanowisko: Odkrywca
Moce
  • Podróże w czasie - wystarczy, że naciśnie swój stoper, a może znaleźć się w przeszłości. Może przenosić się z kimś. Wraca tym samym sposobem. 
  • Duplikacja - jako wilk teraźniejszości, może być w dwóch miejscach naraz.
  • Wizje - widzi co działo się kiedyś, gdy dotknie jakiegoś przedmiotu związanego z tym.


Cechy charakteru: Jest gadułą i ciężko mu zamknąć buzie. To altruista, który pomoże nawet najgorszemu wrogowi. Wszyscy myślą, że jest słodki i naiwny. On na to miast wykorzystuje to, do manipulacji innymi. Potrafi być wredny i chamski. Miły, otwarty i przyjazny. Jest odważny, nieustraszony i bohaterski. Czasami bywa nieśmiały. Rzadko płacze. Najpierw mówi potem myśli. Strasznie leniwy i łakomy. Uwielbia przygody i jest szalony, spontaniczny. Mirago to ogromny kłamczuch i romantyk.
Cechy szczególne: Nie lubi pająków. Nienawidzi, gdy mówi się do niego ,,młody''. Co z tego, że niedawno przestał być szczeniakiem? Ma lęk wysokości. Uwielbia łamać serca.
Partnerka: To skomplikowane... Choć ktoś mu się podoba.

Od Sillith CD. Dark Shadow'a

Kierowałam się do swojej nory. Dark poszedł do swojej, ale, mimo iż miałam wygodne, miękkie posłanie nie mogłam zasnąć. Czułam, że z Darkiem dzieje się coś złego. Intuicja kazała mi go szukać.
- Ech - westchnęłam - Pewnie śpi...
Usłyszałam ryk niedźwiedzia i pisk wilka. Myślałam, że to nie on. Chciałam myśleć, że to nie on. Wstałam i pogalopowałam w stronę, z której dochodził dźwięk. Ujrzałam straszną scenę.
Dark leżał nieprzytomny, a stał nad nim niedźwiedź. Stworzenie właśnie pochylało łeb, by wyrwać kawałek mięsa z boku nieprzytomnego ciała Dark'a, kiedy spoliczkowałam go łapami pełnymi pazurów. Warknęłam głucho. Jeden z pazurów trafił w oko, sprawiając niedźwiedziowi wielki ból. Miś oddalił się i stojąc na dwóch łapach obserwował mnie. Pochyliłam się nad Dark'iem. 
- Nie... - szepnęłam, a kilka łez spłynęło po moich policzkach. Dark powoli ocknął się, rozwiewając moje obawy. Po chwili wstał, gotowy do ataku.
- Ogłuszył mnie - wyjaśnił, chcąc skoczyć na niedźwiedzia, ale uprzedziłam go. Wbiłam zęby w łapę miśka. Ten pacnął mnie łapą, a ja odbiłam się od drzewa. Miałam przeorany pazurami cały bok. Zignorowałam to i spojrzałam na misia. On zachwiał się i upadł. Po chwili wstał i uciekł. Nie zabiłam go, jedynie zatrułam. Zgodnie z planem.
Spojrzałam na Dark'a, a on na mnie.
- Dziękuję - powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech, dysząc ciężko.

<Dark Shadow? Sillith killer miśków default smiley xd>

poniedziałek, 2 marca 2015

Od Shogain'a CD. Shy

Wraz z ,niewinnym z pozoru, pytaniem wadery w Shogaina wstąpiło zdenerwowanie. Niby nic takiego, zwykłe pytanie, mogące świadczyć o sympatii do niego, ale wataha? Pomysł był dobry, miałby stałe źródło jedzenia, zajęcie w ciągu dnia, a w nocy byłby chroniony. 
On tak, ale co z innymi wilkami? 
Co, kiedy popadnie w jakiś konflikt i nie zapanuje nad mocą? Nie lubił tłumów, ale myśl o życiu w społeczności była kusząca. A raczej byłaby, gdyby nie jego strach przed... Samym sobą. Nie chciał nikogo skrzywdzić, stąd jego niepokój. 
Niepokój jest początkiem strachu. 
Strach początkiem braku opanowania.
A brak opanowania prowadzi do niekontrolowania mocy. 
Czuł, jak w bardzo powolnym tempie jego aura skupia się, tworząc demony. Nie miał pomysłu, jak to zatrzymać. I tak był bardzo słaby, a powstrzymywanie tego mogłoby skończyć się nawet jego śmiercią. Już godził się z myślą, że zmieni kolejne drzewo w poczwarę, kiedy z nieoczekiwaną pomocą przyszła Shy. Nie wiedział skąd, ale nagle do jego umysłu napłynął spokój, a aura zniknęła.
- Jak ty to... - wydukał, patrząc na Shy. - Czy ty mnie...
- Nie chciałam... Przepraszam. Nie wiedziałam, co mam zrobić i tak jakoś wyszło... - mruknęła zakłopotana.
- Nie! - krzyknął, zaraz się poprawiając- To znaczy, nie masz za co przepraszać. Właśnie uratowałaś watahę przed kolejnym krwiożerczym dębem. - zdobył się na uśmiech.
- Och, to dobrze. Niektórzy nie lubią, kiedy grzebię w ich uczuciach.
- W dobrej sprawie pozwalam. - mruknął żartobliwie. - A co do twojego pytania... Sam nie wiem. To się może źle skończyć. Ale dobrze, choć pod dwoma warunkami.
- Jakimi?
- Pierwszy to taki, że jeśli poczujesz, że znowu ucieka mi to spod kontroli, nie zawahasz się rzucić na mnie czaru. Drugi: oprowadzisz mnie osobiście. Co ty na to?

<Shy? Ja wolę w 3-os., mam nadzieję, że nie sprawi ci to problemu :)>

Od Shy CD. Shogain'a

Złapałam kwiat w łapy. Przystawiłam do nosa i powąchałam. Otoczyła mnie przecudowna woń. Uśmiechnęłam się. Dotknęłam delikatnych, czerwonych płatków, każdego z osobna. Nie miałam czasu zastanawiać się, jaka to roślina. Poza tym, to nie było ważne.
- Jest przepiękny, a haj cudnie pachnie, dziękuję - powiedziałam ciszej niż zwykle.
Na moim pysku pojawił się nieśmiały uśmiech. Ułożyłam piękny "prezent" na stercie oregano. Trzeba było to teraz zanieść w odpowiednie miejsce.
- Skoro już mamy, to, czego potrzebowaliśmy, chodźmy. Kucharz na pewno się niecierpliwi - odparłam.
Przemierzaliśmy las. Oczywiście to ja prowadziłam. Wyczuwałam wokół przeróżne zioła, kwiaty i drzewa. Natura otaczała mnie zewsząd i to było najcudowniejsze. Gdybym mogła, bez problemu wniknęłabym we wszystkie rośliny. Właśnie wśród takich przestrzeni czułam się najlepiej - tam, gdzie wiatr wesoło hulał pomiędzy pniami, gdzie ptaki przekazywały światu, dopiero co wymyślone, symfonie. Moje serce napełniała radość. Uśmiechnęłam się szeroko i wówczas poczułam na sobie wzrok Shogain'a. Zaczerwieniłam się. Doprawdy zjawiskowo to musi wyglądać, gdy wyszczerzam kły z byle jakiego powodu.
- Już prawie jesteśmy. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów - oznajmiłam szybko.
Nie minęła minuta, a my byliśmy w watasze. Gdy tylko wyczułam jakiegoś wilka, od razu się z nim witałam, czemu zawsze towarzyszył szeroki uśmiech. Basior ciągnął się za mną. Nie czuł się zbyt dobrze, wiedziałam to. Gdy przeszliśmy do mniej "okupowanych" części watahy, zapytałam:
- Nie lubisz fury towarzystwa, co?
- Niezbyt. Taki po prostu jestem - odezwał się nieco ciszej.
- W porządku. Mnie też to kiedyś nie odpowiadało - zaśmiałam się.
- Niemożliwe - zdziwił się.
- A jednak, uwierz mi, to najprawdziwsza prawda. Może kiedyś ci opowiem - odparłam przyjaźnie.
W końcu dotarliśmy do kucharza.
- Ooo, Shy, nareszcie! Masz je? - zapytał, zanim jeszcze przekroczyliśmy próg jaskini.
- Oczywiście, cały zapas, proszę.
- Dobra, robota, dzięki - odezwał się.
Jak zwykle wszystko zostało zrobione w zawrotnym tempie. Zastanawiałam się, co teraz możemy robić i nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. Nie byłam pewna, czy basior się zgodzi. W końcu nie przepadał za tłokiem i różnymi tego typu sprawami, ale chciałam spróbować.
- Shogain, a może chciałbyś dołączyć do watahy? - zapytałam nieśmiało.

<Shog? Standardowe pytanie. Przerzucam się na pierwszoosobową narrację, z tamtą nie jestem w dobrych stosunkach :)>

Od Dark Shadow'a CD. Sillith

- Wspomnienia... - westchnęła i kilka łez wyleciało jej z oczu. Spływały po policzkach mocząc jej łapy. Wytarłem je i ująłem jej twarz (?).
- Uśmiechnij się, moja droga dame. - powiedziałem i Zauważyłem w jej oczach moje odbicie. Nie wyglądałem na miłego. Miałem oczy z ognia i czarną sierść. Ona w moich nie mogła się odbić, bo nie mam gałek ocznych, a wszystko widzę. Jestem dziwnym wilkiem. Nie wiem jak długo tak siedzieliśmy, ale w końcu puściłem ją delikatnie.
- To. Pewnie jesteś głodna? - zapytałem.
- Bardzo. - odparła. Poszliśmy powoli w stronę polany. Złapaliśmy dużego jelenia. Przy jedzeniu rozmawialiśmy o naszych zainteresowaniach i ogólnie o nas. Śmialiśmy się też dużo.
- Jesteś bardzo frais. - po minie mogłem zrozumieć, że mnie nie zrozumiała. - Po waszemu Fajną.
- Dzięki, ty też jesteś niczego sobie. - położyliśmy się obok siebie. Kiedyś marzyłem, żeby spotkać kogoś kto okaże się wobec ciebie miły... Teraz mam to na wyciągnięcie ręki. Odwróciłem łeb w stronę pyszczka Sillith. Uśmiechnąłem się szeroko. Otworzyłem buzię aby coś powiedzieć, ale się pohamowałem. Palnąłbym coś głupiego i by sobie poszła. Zamiast tego udawałem, że ziewam.
- Shadow. Chodźmy gdzieś, bo tu tak smutno. - skrzywiła się lekko. 
- Okej. - wstałem, a później pomogłem jej z tym samym. Podziękowała. Skierowaliśmy się w stronę lasu. Spotkaliśmy dużo miłych wilków i natknęliśmy się na Primrose. Szczerze? Trochę się jej bałem, bo z plotek słyszałem, że prawie zabiła swoją siostrę. Jednak wśród drzew usłyszałem trzask gałęzi. Skierowałem wzrok w tamtą stronę. Była to sylwetka niedźwiedzia. 
- Nie odwracaj się. W krzakach stoi niedźwiedź. - rzekłem patrząc bestii w oczy. - Szybko. - popędziłem ją i razem pobiegliśmy za wilki głaz. 
- Uf.. - otarła łapą czoło. Jednak to koniec nie był. Po chwili zwierzę nas zaatakowało i prawie ugryzło Sillith w szyję. Jednak rzuciłem się na niedźwiedzia i to ja przegryzłem mu tętnicę. 
- Dzięki. - podeszła do mnie i przeszła kilka kroków w tył. Po kilku godzinach zrobiło się ciemno i odprowadziłem waderę do jaskini.
- Jutro się rencontrer? - zapytałem. Byłem trochę wstydliwy, ale przełamałem się. Chyba mnie zrozumiała, bo z uśmiechem podeszła bliżej.
- Gdzie? 
- Na krańcu lasu, w południe. 
- Ok. - odpowiedziała. Zerwałem kwiatka obok i wręczyłem jej. Skierowałem się w stronę swojej jamy. Po chwili jednak, poczułem wielki ból w plecach. Obróciłem się. Jednak nie jeden niedźwiedź jest w ty lesie... Zemdlałem.

<Sillith, co robiłaś? :3>

Od Nenyto CD. Shy

I co jej powiedzieć? Przecież jest tyle marzeń... A nie będę się rozgadywać bo jeszcze zaśnie. Z ukosa zerknąłem na nią. Wyczekiwała odpowiedzi. Podrapałem się za uchem i zacząłem się wypowiadać.
-No... powiem to tak, że swoje marzenia, pragnienia spełniam. Yyy.. w pełni, jeśli chodzi o materialne, jedzenie, picie... no wiesz. 
-A tak prościej?- Dodała. Nie wiedząc co powiedzieć westchnąłem. 
-Nie potrafię zapamiętać czegoś, co było bardzo dawno. Nie pamiętam rodziny, czemu szwendałem się sam... nie mogę spełnić marzenia które dotyczyłoby się uczuć, pamięci. Chciałbym chociaż raz poczuć "coś". Czuję się pusty... pusty w pamięci. Nie pamiętam nawet imion rodziców... Dobra, sorry. Z lekka się rozgadałem. Chociaż i tak pewnie nie zrozumiałaś. 
-No troszkę. 
Opuściłem łeb w dół. To tak jakbym i ja był ślepy... nie mogąc przypomnieć sobie dzieciństwa. Wokół otaczała nas cisza. 
-To będziemy się tak nudzić, czy gdzieś się przejdziemy?- Mruknąłem do niej. 
-Hm... to chodź!
-Tylko gdzie? Może w góry? Chyba, że masz problemy z oddychaniem. - Uśmiechnąłem się z troską. W górach jest mniej powietrza, niż tutaj. Mogłaby dostać zadyszki? A to ja narzuciłem taką propozycję. Chociaż moje pytanie mogła odebrać, za poniżenie... Mój uśmiech znikł. 
-Może...- Odsapnęła cicho. - Ale nie taki zły pomysł. 
Ruszyliśmy w góry. Po drodze napotkaliśmy kilka wilków z naszej watahy. Niektórzy wracali z czubków gór. Szliśmy w dłuż rzeki by nie zabrakło nam wody pitnej. Powietrze stawało się rzadsze. Zrobiliśmy przerwę. 
-I co, dajesz radę?- Stanąłem przy brzegu, a następnie położyłem.
-No pewnie! Taki spacer mi się przyda. - Krzyknęła z radością.- Hmm... a gdzie już jesteśmy? - Rozejrzałem się. Wstałem i zrobiłem kilka kroków w przód. Za krzakami był przepiękny krajobraz. Gdy spojrzałem się w dół, był tam wysoki klif. Nie chcąc spaść, cofnąłem się. Uniosłem głowę. Przed sobą widziałem pola do polowań, rosnące lasy... 
-Co tutaj jest? Czuję twój zachwyt. - Spojrzałem w lewą stronę. Stała tam Shy z zamkniętymi oczyma.
-O tak, jest tu pięknie. Żałuj, że nie możesz tego ujrzeć... Widzę rosnące lasy.. iglaste jak i liściaste w różnych odcieniach. Klif przed nami, pozwala ujrzeć cudowne polany. Byłoby tu pewnie cudownie o zachodzie słońca. Z lewej strony widać nasz cel. Z prawej doliny z dojściami głównej rzeki. 
-Pewnie gdybyś umiał opisywać miejsca bym mogła sobie to wyobrazić. - Zadrwiła.
-Ahh... no dzięki. - Zagryzłem zęby. W łapach ulepiłem kulkę z lekko mokrego piasku i rzuciłem nią w waderę.
-Tak się bawisz?! A masz! - Sam oberwałem kulką w łopatkę. Zaczęliśmy się gonić i rzucać po całej miejscówce "piaskowymi nabojami"....

<Shy? ^^>

Od Shogain'a CD. Shy

Popatrzył na nią z kolejną falą zdziwienia.
- Masz na myśli oregano?
- Owszem. - uśmiechnęła się delikatnie.
- Znasz łacinę?
- Jako tako. Za to ty chyba biegle się nią posługujesz, prawda? - wadera zajęta była zrywaniem kolejnych łodyg.
- Tak. Tam, skąd pochodzę to ojczysty język. - w końcu udało mu się zdobyć na nieśmiały uśmiech.
- A skąd pochodzisz? - spytała zaciekawiona. - Po drugiej stronie pnia jest więcej tej rośliny. Mógłbyś?
- Jasne. Źle wspominam tamtą krainę. Jeśli się nie obrazisz, to wolę o tym nie mówić.
- Nie ma sprawy, rozumiem.
Shogain zauważył tuż obok lebiodki piękny, czerwony kwiat. Oczywiście, jego pierwszym skojarzeniem była krew, ale jego rasa już tak ma. Zerwał oregano i podał Shy, by następnie wrócić po kwiatek. Miał aksamitne płatki i trochę włochatą łodygę, a wielkością przekraczał nieco jego kufę. 
- To dla ciebie. - mruknął przyjaźnie, aczkolwiek nieśmiało i podał wilczycy kwiat.

<Shy? Moja wena nastawiona jest na krótko, ale dużo :D>

Od Nenyto CD. Oryet

-Plany? Planów mogę mieć wiele... Ale nie będę Cię zmuszał do mojej obecności... - Pokręciłem łbem. Będąc miłym dla niej, nic nie zdziałam. Co by tu...
-To możesz uciekać. No sio! - Zrobiła krok w przód. Cofnąłem się.
-Myślę, że jednak nie.
-Jesteś pełen sprzeczności.
-Life is brutal. - Warknąłem cicho. Podszedłem do niej z boku. Rozejrzałem i popchnąłem w stronę wody. Zacząłem się śmiać. - Przynajmniej będziesz czysta.
-Ty idioto... niech no ja Cię tylko dorwę!
-Phu. - Wytknąłem język. Czekałem, aż wypłynie na brzeg. Jednak trwało to i trwało. Więc postanowiłem podejść do brzegu. Wadera znikła. Z pyskiem przy wodzie zacząłem się rozglądać. Poczułem kopniaka w tyłek... Zanim wpadłem do wody odwróciłem się. Wiedziałem, że to ona! Haaa! Złapałem ją za łapę i wpadła razem ze mną.
-Drugi raz? Jaka szkoda... - Syknąłem. Oryet była rozwścieczona. Na jej pysku widniały tylko zmrużone oczy i ostre kły. Wydostałem się szybciej niż ona. Otrzepałem, a potem chciałem zerknąć na wilczycę. Jednak zniknęła z tamtego miejsca... Zacząłem szukać jej za drzewami, w krzakach... Przez pewną chwilę wzbudziła we mnie niepokój. Myśląc, że uciekła przed moją osobą ruszyłem w głąb lasu. Słyszałem szelest. Zatrzymując się przymknąłem oczy. Uszy "postawiłem" na warcie. Chodziły jak antenki.
Odwróciłem się w prawą stronę.
-Hmmm... chcesz to atakuj. Droga wolna! - Moje przeczucie znikło. Odeszła...
-A jednak mnie zostawiła... - Mruknąłem pod nosem.- Święty spokój.

Siedziałem w jaskini. Cisza oraz spokój zaczęła mnie odurzać. Przymykając oczy ledwo zipałem na nogach. 
-O Boże... - Ziewnąłem. Ułożyłem wygodnie głowę na łapach i zasnąłem.

<Koniec, hihihi>

niedziela, 1 marca 2015

Od Max'a CD. Ruusu

-Pójdziesz ze mną?- zapytała
Uśmiechnęła się, tym razem 'prawdziwie'. Nie chciałem odmawiać, bo i tak nie miałem żadnych planów, a polubiłem ją, mimo początkowego złego nastawienia do mnie. Patrzyła się na mnie, jej oczy były pełne nadziei, że jednak się zgodzę. Nie zwlekając dłużej, usłyszała moją odpowiedź
- Czemu nie? Z chęcią się tam z tobą wybiorę.
Wadera prowadziła, szliśmy bez słowa, czasem spoglądała na mnie, jakby się nad czymś zastanawiala. W końcu dotarliśmy do wodospadu. Wodę w niektórych miejscach pokrywala cienka warstwa lodu. Ale mimo wszystko słysząc szum wody, widząc piękno tego miejsca, usiadłem bez słowa. Przyglądałem się jak krople rozpryskują się, następnie mieszają z innymi. Wadera usiadła obok mnie po czym powiedziała jakby rozczarowana
- Nic nie powiesz...
Ja w tym momencie jakby się ocknąłem i 'odpowiedziałem'
- Przepraszam. Tak wpłynęło na mnie to miejsce. Jest tu naprawdę ładnie...
- Nic nie szkodzi... Bałam się, że zrobiłam coś nie tak.- po tych słowach uśmiechnąłem się do niej jakby w ramach przeprosin.
Po krótkiej przerwie zapytała
- Może... Opowiesz coś o sobie?
- Nie ma co opowiadać. Moje życie jest monotonne.- po czym znów spojrzałem się na wodospad.

<Ruusu, może Ty opowiesz coś o sobie, lecz nie naciskam. c:>