środa, 6 maja 2015

Od Księżnej CD. Mirzy

No błagam. Biedna Maggie. Znowu ją będziemy napastować. No, chyba że trafimy na naszą Betę Blurr. Westchnęłam.
- Pójdę z wami - zaczęłam. - Ale robimy po mojemu. 
- Czyli? - zapytała Azra. Wciąż stała uszczęśliwiona obok owego Bloody'ego. 
- We... Zaraz, czy ja powiedziałam, że nie może być tu bez opieki!? - wykrzyknęłam, zupełnie zmieniając temat rozmowy.
- Y, tak, tak powiedziałaś. - mruknął Mirza. Pięknie, pięknie. Co ja nagadałam? 
- Ale on może być bez opieki... - zaczęłam, ale zniecierpliwiona Azra przerwała mi w połowie zdania.
- Jak znajdziemy Maggie? 
- Są dwa sposoby: albo błądzimy po terenach całej watahy, albo prosimy o pomoc Ginger lub cień pegaza. Który sposób wybieracie? - burknęłam.
- Jeśli Ginger to ten ptak, to może być. - powiedział Mirza. Zagwizdałam cicho. Po około minucie na moim ramieniu usiadła Ginny. Szeptem, trochę po ptasiemu, a trochę w języku migowym wyjaśniłam jej, o co chodzi. Krzyknęła krótko, co oznaczał zgodę. Kiwnęłam na pozostałych głową i pobiegłam za kanią. Azra, Mirza i ten Bloody dogonili mnie. Młody nie wyglądał na zadowolonego, ale zignorowałam to. Po dłuższym czasie spokojnego biegu zatrzymałam się, rozglądając po nieznanej mi okolicy. Szukałam popielatej plamki, ale nigdzie nie spostrzegłam czegoś takiego. Zamiast tego kilka kroków ode mnie zobaczyłam szarą waderę, z czarną pręgą na grzbiecie. Blurr.
- Blurr. Jestem Księżna, a to Azra i Mirza, no i Bloody. Ten ostatni chce dołączyć. - mruknęłam.
- Tak. I jakby co, to będzie teraz moim synkiem. - dodała Azra, na co Bloody fuknął cicho. Wadera go zignorowała. 
- Dobrze. Azra i Bloody, chodźcie ze mną, musimy porozmawiać. Księżna, Mirza, wy możecie odejść. 
- Ale... - zaczął Mirza, jednak popchnęłam go w przeciwną stronę.
- Zostawmy ich samych. Potrzebują odrobiny prywatności, Mirzo. Nic im się nie stanie. Ginny może ich pilnować, a w razie czego powiadomi nas. Chyba, że od pierwszego wejrzenia zakochałeś się w Blurr.
- Coś ty, Key. 
- Więc chodź. Przez Bloody'ego nie najadłam się do syta. I teraz ja poluję.
Kiwnął głową. Stałam chwilę jeszcze w tamtym miejscu, węsząc. W końcu, po kilku minutach, kiedy tamta trójka zdążyła się już oddalić, skierowałam swe kroki w prawo, na wschód. Wyczuwałam zapach kilku jeleni. Jak się później okazało, pasły się na niedużej polanie w pobliżu krzaków. Obrałam sobie za cel niedużą łanię, która była najbliżej. Cicho wyskoczyłam z krzaków, wykorzystując element zaskoczenia. Wylądowałam na jej grzbiecie. Zdobycz zaczęła brykać, lecz już było po niej. Jedno ugryzienie w kark i leżała na ziemi. Tylko największy z jeleni zwrócił na nią uwagę, reszta zaczęła uciekać. Pochylił głowę, zwracając w moją stronę okazałe poroże. Wybiłam się z ziemi i upadłam tuż obok jego kopyt. Wgryzłam się w jego nogę. Może i nie miałam takiej siły jak Mirza, ale rana pozostawiona przez moje zęby była głęboka. Krew lała się obficie, zostawiając ciemnoczerwone plamy na trawie. Zaatakowałam, celując w brzuch. Udało się. Jeleń zaskomlał z bólu. Bez trudu powaliłam go na ziemię i zagryzłam. Z krzaków wyszedł Mirza. 
- Nieźle mruknął. Jak na waderę.
Legł na ziemi, przygwożdżony moimi łapami.
- Uważaj na słowa. - warknęłam, zeszłam z niego i zabrałam się do jedzenia łani. Była całkiem dobra, ale młodsze są lepsze. Kątem oka dostrzegłam, że Mirza pałaszował tego dużego jelenia. Uniosłam powoli głowę.

<Mirza? Wena poszła na spacer>

Od Inansis CD. Tenebris'a

Muszę przyznać , że jego zachowanie było wkurzające. Traktował mnie jak małe dziecko co to nic nie rozumie. Czasem kiedy mam fazę na nudzę nie poszukuję jakiegoś zajęcia. Tym zajęciem aktualnie był Tenebris.
- Idziesz na polowanie? - zapytałam go bez zapału.
- Tak - szliśmy chwilę lecz zaraz się zatrzymał. - Gdzie twój zapał? - zapytał mnie złośliwie.
- Zniknął.
- To może teraz sobie pójdziesz?
- Nie. Za bardzo chcę polowania.
Coś trzasnęło za krzakami i Tenebris w nie wbiegł. Machnęłam łapą lecz gdy zobaczyłam, że rozmawia z ptakiem oddaliłam się i sama postanowiłam zapolować. Pomyślałam, że królik nie wystarczy dla dwóch wilków wiec zaczęłam wę szyć za sarną. Jest. Zagłębiła się w las. I po chwili zobaczyłam przed sobą nie sarną a samca jelenia. Warknęłam głośno i zwierzę natychmiast rzuciło się do ucieczki. Jelenie są bardzo szybkie (też mi odkrycie). Dogoniłam go i wgryzłam się w kark. Zaburza charakterystycznie i zaczął się miotać. Chwilę z nim walczyłam, ale w końcu odpuścił. Puściłam kark.
- Jak ja go tam zawlokę? - powiedziałam do siebie.

***

Byłam wycieńczona. Ciągnięcie tego cielska okazało się trudniejsze niż jego upolowanie. Przyciągnęłam go aż nad wodopój. Czułam jakby trwało to godzinę. Usiadłam zdyszana. 
- Łał.
Odwróciłam się gwałtownie
- O, cześć- Powiedziałam do czarno niebieskiego basiora?
- Sama go upolowałaś?
- Nie udawaj, że nie wiesz. Aż tak głupia nie jestem - Tenebris trochę się zdziwił moją wypowiedzią.
- Widziałeś wszystko.

<Tenebris? Będzie się działo :P>

wtorek, 5 maja 2015

Nowy wilk – Fleet!

Morning Breeze - Commission. by Eredhys
Imię: Fleet
Wiek: 2 lata i 6 miesięcy
Rasa: ,,Zwykły najzwyczajniejszy w świecie mieszaniec... Który ma włosy... I moce..."
Płeć: Wadera
Stanowisko: Alchemik
Moce: ,,To są bardzo normalne moce...''
  • weganizm/języki - Jest to moc, która pozwala waderze rozmawiać ze zwierzętami i je rozumieć. Może prosić je o pomoc lub o podanie potrzebnych informacji. Przez to, gdy była mała i słuchała w lesie plotki jak to ostatnio zabito Lekana syna sarenki. Przez tą moc Fleet przeszła na weganizm. Je tylko i wyłącznie owoce i różne rośliny, dlatego dobrze się na nich zna.
  • jej moc ochrony. Tworzy do okoła siebie pole siłowe, które odpycha magię, inne wilki, zwierzęta oraz inne podobne rzeczy. Może utworzyć pole siłowe dookoła innego wilka, ale to kosztuje ją dużo energii.
  • właściwie to nie ma trzeciej mocy no chyba, że można zaliczyć to że jest sprawna fizycznie i bardzo szybko biega.
Cechy charakteru: Wilczyca jest bardzo, ale to bardzo nieśmiała. Rumieni się na każdy komplement, każde zwrócenie na siebie uwagi i spotkanie z miłym basiorem. Jest bardzo potulna. Nigdy nie jest agresywna. Nie umie i nie chce walczyć. Jest właściwie bezbronna. 
Gdyby Fleet spotkała na swojej drodze kogoś rannego/smutnego to (z lekkim rumieńcem) pomogłaby mu. Jest dość naiwna. Uwierzy nieszczęśliwemu, zlituje się nad nim. Kiedyś może za to zapłacić dlatego stara się nad tym panować. Bardzo miła. Ta wadera nie skrzywdziłaby muchy, ani niczego innego co żyje (nie licząc roślin). Bardzo delikatna, zwinna i ,,zwiewna''. Jest tak delikatna, że osobie ,na której jej zależy łatwo ją zranić niemiłym słowem.
No i jak można cię nie kochać?
,,Echem... Uch... Yyy...''
Cechy szczególne: Fleet jest waderą o beżowej sierści i jasnym brzuchu. Ma piękne, morskie oczy, którymi każdy się zachwyca. Na udzie ma bliznę przypominającą krzyż. Nie wie kiedy tak się rozcięła. Przy nasadzie ogona zawsze powiewa delikatna czerwona wstążka, którą dostała od swojej matki. Na szyji połyskuje srebrny łańcuszek z kolei od ojca. Uwielbia śpiewać, ale kiedy ktoś ją na tym przyłapie na jej twarzy pojawia się rumieniec.
Partner: ,,Och... Hm... Ja... Um...''
Głos: Birdy

Nowy wilk – Bloody!

Imię: Bloody (Jego pełne imię to Bloody Warrior (Krwawy wojownik), lecz na co dzień używa samego Bloody)
Wiek: Rok
Rasa: Mieszaniec (Wilk wojny i krwi)
Płeć: Basior
Cechy charakteru: Pomimo młodego wieku Bloody wszędzie szuka zaczepki... Jest bardzo agresywny, zaborczy i porywczy. Jeśli czuje się zagrożony, atakuje bez wahania, nie myśli, po prostu działa. Nie jest on zabawny, większość wilków w jego wieku myśli tylko o psikusach, on wciąż skupia się na ćwiczeniach, oraz odkrywaniu swoich mocy. W stosunku do innych jest oschły i opryskliwy. Często chamski, nawet w stosunku do Azry. Nieprzystępny i nieufny. Często trzyma się z boku i nagle ,,atakuje". Nie da sobie w kaszę dmuchać. Bardzo odważny, sprytny i chytry.
Cechy szczególne: Pomimo swego młodego wieku jest bardzo silny i umięśniony. Codziennie ćwiczy zarówno moce jak i sprawność fizyczną. Ma tylko jeden lęk, dość niedorzeczny... Ma klaustrofobię... Bloody ma charakterystyczne 2 ogony, oraz medalion, który nosi zawsze i wszędzie ze sobą.

Od Mirzy CD. Księżnej

Bezzwłocznie ruszyłem w stronę zapachu. Tak bardzo brakowało mi tego metalicznego smaku krwi i widoku martwych ofiar. Na tą myśl tylko przyspieszyłem, wadery wciąż rozmawiając ledwo dotrzymywały mi kroku. 
W końcu zauważyłem 4 sarny. Bez namysłu ruszyłem na dwie z nich. Jedną chwyciłem za nogę i rzuciłem nią o drzewo, przy okazji urywając jej ową nogę. Drugiej po prostu wyprułem wnętrzności. Cały we krwi usiadłem przy moich zdobyczach i uradowany jak dziecko czekałem na towarzyszki. 
Już po chwili obie skończyły i zajadały się razem ze mną. Nagle zauważyłem coś po drugiej stronie mojego łupu. Nie zważając co to od razu skoczyłem na to. Jednak w locie poczułem jak coś we mnie uderza z wielką siłą i spycha na bok. Z hukiem uderzyłem o ziemię, lecz niemal natychmiast się podniosłem. Naprzeciwko stała najeżona i zdenerwowana Azra. Jej oczy mieniły się na lazurowo-pistacjowy kolor. Czyli jak zawsze, gdy była wściekła i wpadała w furię. 
-Przecież to szczeniak idioto! Porypało cię do reszty!? -Warknęła ukazując białe kły. Dopiero teraz zauważyłem młodego basiora we wzroście Azry. Zdziwiony i zmieszany stałem sztywno. Azra tylko fuknęła i odwróciła się do dzień szczeniaka. 
-Kim jesteś i co tu robisz? -Zapytała łagodnie
-Bloody Warrior. -Rzucił chamsko -Znudziłem się matce, więc jem. -Zaśmiał się na wzmiance o matce. 
-Nie możesz tu być bez opieki... -Mruknęła Key
-Bo co?! -Wyszczerzył kły i zaśmiał się zadowolony.
-Potrzebujesz matki! -Rozczuliła się Azra.
-A co? Dasz mi ją? A może sama nią zostaniesz?! -Prychnął kpiąco i odwrócił łeb. Azra przez chwilę nad czymś myślała... W końcu odparła:
-To nie głupi pomysł... Jeśli chcesz, chętnie nią zostanę -Uśmiechnęła się krzepiąco. 
I tak od słów do słów Azra została matką tego bachora... 
-Trzeba powiadomić alfę lub chociaż betę... -Mruknąłem 
-Czyli znów poszukiwania?... -Jęknęła Key
-Jeśli nie chcesz, nie musisz... -Uśmiechnąłem się tajemniczo... 

(Key?? Lekko skrócone, bo nadal jestem zła xd)

Od Tenebris'a CD. Wendy

-E nie. – i wskazałem łapą na wszystkie kamienie, które jakimś cudem znalazły się z powrotem na górze. Wendy zdziwiła się nieco. Pracowałem dzień i noc. Cały czas. Bez przerwy.

**Tydzień później. Koniec kary**
W końcu mogłem odpocząć. Byłem nieco zmęczony. Spacerowałem nad wodopój gdy nagle pojawiła się panna wkurzająca.
- Czego chcesz? – zapytałem. Nic nie odpowiedziała. Uśmiechnąłem się pod nosem i popchnąłem waderę. Ona też mnie popchnęła. – Dobra, dobra! Rozejm! - krzyknąłem. Byłem z nią szczęśliwy. Jako przyjaciele. Jak brat i siostra. Śmiałem się i cieszyłem. Nigdy nie czułem szczęścia. To jest niesamowite uczucie! Popychaliśmy się na prawo i lewo. Kiedy dotarłem do wodopoju napiłem się. Wtedy nagle znalazłem się we wodzie. Byłem wściekły ale „szczęśliwie” dlatego miałem otwarte usta ale też się uśmiechałem. Wendy mnie zmienia. Zemsta musi nastąpić. Chwyciłem jej kwiat.
- I co teraz? No co? – spytałem. Wadera próbowała kwiat odzyskać z wielkim przerażeniem jakby to coś znaczyło. Nawet nie wiem kiedy użyłem mocy portalu i tam wskoczyłem. Wilczyca chwyciła mój ogon i też się tam znalazła. Oby dwoje staliśmy zdziwieni i przerażeni. Czarna mgła ścieżka z węgla obok której były rzędy posągów wilków.
- Wychodzimy. – zdecydowałem.
- No co ty Dopiero tu weszliśmy! – odparła. Moja radość znikła. Nienawidzę tego miejsca. Otworzyłem portal i wypchnąłem Wendy. Chwyciłem kwiat i wyskoczyłem z nim. Śnieżnobiała znajoma patrzyła na mnie zaniepokojona. Poleciała mi łza z oka. Wendy najwyraźniej to widziała. Uśmiechnęła się na chwilę zmartwiona. Chwyciła mnie za łapę i zaprowadziła mnie przed góry. 
- Wendy widzę w tobie moją jedyną znajomą. Niech tak zostanie. – powiedziałem zawstydzony. Chyba to coś na niej zrobiło. 
- Wspinamy się na górską zatokę. – powiedziała. – I dzięki. – wyszeptała zawstydzona.
- Że co? Tam?
- Tak. – oświadczyła. No dobra. Wspinałem się przed nią. Kiedy nagle zauważyłem lawinę kamieni skoczyłem na Wendy i sturlaliśmy się na sam dół. – Co ty robisz?! – krzyknęła.
- Ratuję Ci życie. – odparłem. Po chwili zorientowałem się, że leżę na plecach a na mnie jest Wendy. No dobra. Czułem się nieswojo po tym dniu.

<Wendy? I co powiesz?>

Od Tenebris'a CD. Inansis

Westchnąłem. Teraz się nie odczepi. Trzeba by ją jakoś spłoszyć! Inansis była bardzo ciekawska. Zmierzyłem waderę wzrokiem od góry do dołu.
- Masz coś do roboty? – spytałem. Odmówiła. – A jadłaś coś? 
- Em.. a co? 
- Nic. – powiedziałem cicho. – Podejdź tu. – wskazałem łapą na brzeg. Nie chciała. Upierała się ale popchnąłem ją. Warknęła. Nie wiem co się ze mną stało może odbija mi od tej chęci zabijania. No tak zabijanie! Przeraziłem się! Nie zabiłem niczego od ponad dwóch tygodni. To wyjaśnia omdlenia i częsty brak sił. Postanowiłem odejść na polowanie. Wtedy usłyszałem głos wadery.
- Gdzie idziesz? Mogę iść z tobą? – zapytała.
- Co z tego będę miał? - zapytałem, lekko unosząc kąciki pyska, aby powstał jeden z moich uśmiechów. Zrozumiałem, że przeze mnie jest jej smutno. Nie wytrzymałem i postanowiłem ją przeprosić. W 70% by ulżyć swoje sumienie, którego praktycznie nie mam przez rasę i w 30% by mieć ją z głowy. – No dobra. Wygrałaś. Przepraszam. – przewróciłem oczami kolejny raz tego dnia. To już chyba dziesiąty. Ina najwyraźniej się ucieszyła. Potruchtaliśmy na polowanie.

<Inansis? Trochę się Tenebris złagodził :D>

Nowy wilk – Morgan!

Run Zoe, Run by hecatehell
Imię: Morgan
Wiek: 2 lata i 6 miesięcy
Rasa: Wilk z Południowego Krańca
Płeć: Wadera
Stanowisko: Szpieg
Moce
  • Sokoli wzrok - Morgan potrafi w dowolnym momencie wyostrzyć sobie wzrok nawet 30-krotnie. Kiedy używa tej mocy jej oczy intensywnie się świecą.
  • Sprint - może poruszać się niezwykle szybko, lecz jedynie na krótkich odcinkach. Po takim biegu musi odpoczywać przez kilka godzin.
  • Ślepota - Morgan ma możliwość oślepienia swojego przeciwknika. Efekt utrzymuje się przez 1 dzień.
Cechy charakteru: Morgan to niezwykle inteligentna i spostrzegawcza wilczyca. Zauważa każdy szczegół, nic nie umknie jej uwadze. Zazwyczaj spokojna i opanowana, potrafi się boleśnie "odgryźć". Nie lubi tłumów, bardzo trudno nawiązuje nowe znajomości. Z natury nieufna, stara się nie wchodzić w głębsze relacje z innymi wilkami. Uodporniła się na cierpienie i ból, swój jak i innych. Kocha przebywać na świeżym powietrzu. Nigdy nie ukazuje swoich emocji, zawsze potrafi nad nimi zapanować. Nienawidzi okazywać słabości, nigdy i przed nikim. Niezwykle twarda i wytrzymała, potrafi się przystosować do każdych warunków. Taka zosia-samosia, wszystko chce sama, nie widzi potrzeby proszenia o pomoc. Opanowała umiejętności walki i przetrwania do perfekcji. Sarkazmu używa zawsze i wszędzie, bez względu na okoliczności. Typ samotniczki. Błąka się od watahy do watahy, szukając swojego miejsca.
Cechy szczególne: Zielone oczy, czarno-szare futro. Morgan ma niezwykle silny lęk wysokości.
Partner: Brak
Głos: Ella Eyre

Od Mist CD. Rose

Nie zgodzić? Nie zgodzić? NIE ZGODZIĆ?! Oj poniosło mnie w opowieści! No pewnie! Lubię przygody i zabawy. Miejsce było świetne, tylko pojawiał się dwa pytania. Zanim je zadałam postanowiłam sama obczaić gdzie się znajdujemy. Było dużo błota i płynęła rzeka. Było dużo drzew i było wilgotno, od czasu do czasu można było usłyszeć rechotanie żab.
- Dwa pytania: Gdzie jesteśmy i w co się bawimy? – odparłam. Rose otworzyła usta ale nie zdążyła nic powiedzieć. – Jesteśmy na bagnach i bawimy się w kalambury! 
- Bagna to chyba nie dobre miejsce na zabawę. – powiedziała trochę zniechęcona.
- No coś ty! Najlepsze! – zawołałam. – Ja pierwsza! 
**po zabawie** 
Rose wygrała przez trzy punkty. Dobra jest! Świetnie się bawiłam ale robiło się ciemno. Musiałam już iść bo księżyc może strzelić focha i będzie burza, a ja się burzy boję! Powiedziałam Rose, że już muszę iść. Chwyciła mnie za łapę.
- Dlaczego? 
- Em..- ugryzłam wargę. – Z pewnych powodów.
- No ale powiedz! – błagała. 
- Ale obiecaj, że nie będziesz się śmiać i nikomu nie powiesz! – odparłam.
- Obiecuję! – położyła łapę na sercu.
- Rozmawiać z księżycem.
Trochę się zdziwiła. Nie wiem czy chciało jej się śmiać ale nie czekałam na reakcję. Po prostu zaczęłam iść w stronę plaży. Wilczyca towarzyszyła mi. Kiedy doszłyśmy słońce dopiero zaczęło zachodzić.
- Poczekajmy. – odparłam. Czekałyśmy i czekałyśmy. Kiedy słońce już znikło za doliną wody zaczęłam wzrokiem szukać księżyca. – Tam jest! – wskazałam łapą. Przedstawiłam mu Rose i porozmawiałam z nim o WKD. Trwało to jakieś dziesięć minut. Zawsze rozmawiamy dłużej ale dzisiaj był wyjątek.
- Pewnie myślisz, że jestem wariatką. – zasmuciłam się.

<Rose?>

Nowy wilk – Troy!

Boorei.Is.Back by Eredhys
Imię: Troy 
Wiek: 3 lata i 1 miesiąc
Rasa: Nazwał się Dragon Dog, bo ma jaszczurze łapy i znaki na ciele takie jakie miały smoki z jego okolic.
Płeć: Basior 
Stanowisko: Zwiadowca 
Moce
  • Pogromca Smoków - ta moc nie znaczy, że Troy zabija smoki. Wręcz przeciwnie. On potrafi się z nimi porozumiewać. Smoki na ogół niezbyt przyjazne stworzenia nie lubią rozmawiać wilczym językiem. Mają swój własny, a nazywa się Selemis. Nie dość, że basior potrafi z nimi rozmawiać w Selemisie to nie paraliżuje go strach, który wydziela niemal każdy smok. To nie jest strach, kogoś kto się boi. To jakaś aura, którą smoki same z siebie emitują powodując paraliż. Nie jest to coś czego można uniknąć mając moc chroniącą przed zaklęciami itp.
  • Oddech Smoka - to moc, którą pozwala Troyowi zionąć ogniem. Jeden z nich ,zielony ,to trujący gaz, który przenika przez skórę powodując natychmiastowe wystąpienie na niej bąbli. Jednak one powodują cierpienie i spowolnienie działania mocy i ruchów. Przy długim przebywaniu w owym gazie kogoś może spotkać śmierć. Drugi niebieski ,w zależności od woli basiora, spala lub zamraża.
  • trzeciej mocy nie odkrył , albo po prostu nie ma.
Cechy charakteru: Może zacznijmy od najważniejszego. Troy jest duszą towarzystwa. Uwielbia zabawy, przyjaciół i koncerty. Tylko nie jakieś nudne na których gra orkiestra dęta. Najbardziej lubi rocka. Sam też tworzy muzykę. Ma wielki talent muzyczny. Poczucie rytmu i piękny głos - to mu wystarcza aby tworzyć piękną muzykę. Jest przyjacielski. Lubi poznawać innych i jest w tym dobry. Umie zacząć rozmowę lecz czasem może mu nie wychodzić. Jest pewny siebie. Ale bez przesady!
Jest typem, który nie odpuszcza. Gdy coś sobie postanowi musi to zrobić. Gdy coś zacznie musi to skończyć. Choć gdy ktoś każe mu coś zrobić o razu traci zapał. Czuje się wtedy ograniczany. Może to trochę głupie ale naprawdę tak jest. On chce być wolny dlatego nie należał do żadnej z watah. Niezbyt pamięta rodziców. Pamięta tylko, że jego ojciec prawdopodobnie był smokiem i to dlatego tak dobrze się z nimi dogaduje choć tak naprawdę szczerze w to wątpi. Chciałby wiedzieć co się z nim działo choć ciągle traci czas na zabawę. Nie jest samotnikiem. Lubi podróżować w grupie i samotności nie znosi. Jeżeli jest nią zagrożony jego towarzyszem może być nawet ptak. Kiedyś spotkał na swojej drodze liczę Kilalę. Zaprzyjaźni ładnie się z nim, ale potem niespodziewanie odeszła. Troy lubi być chwalony choć sam nie lubi mówić o sobie w ten sposób.
Cechy szczególne: Troy ma bardzo dziwne łapy. Wyglądają jak łapy gada. Na tylnej części grzbietu ma bardzo dużo blizn. Czasami młodym szczeniaków, które spotykał opowiadał, że zdobył je walcząc z potworami, ale tak naprawdę porozcinał sobie plecy gdy spadł ze skarpy w górach. Zawsze nosi ze sobą zielony naszyjnik wykonany z jakiegoś kamienia szlachetnego. Podarował mu go smok Elendis za pomoc w zwalczaniu najeźdźców. Dla Elendisa nie miał żadnego znaczenia, ale dla Troya ro cenna pamiątka. 
Partnerka: Co się zdarzy to się zdarzy.