czwartek, 18 września 2014

Od Cold Fusion'a CD. Nell

Popatrzyłem łagodnie w jej oczy.
- Mała? Tylko troszeczkę - uśmiechnąłem się lekko - Bezbronna? Chyba ostatnie co mi przyszło na myśl. Słaba? Oj nie, nie - pokręciłem głową - W twoich oczach iskrzy zbyt mocno, by uznać cię za słabą. Masz w sobie siłę, malutka. Jesteś związana z Nocą, prawda? - zapytałem, przyglądając się jej z ciekawością.
- Tak - przytaknęła, nieco zaskoczona - Jak zgadłeś? 
Wzruszyłem skromnie ramionami, zwracając się ku wodzie. Uderzył w nas przyjemny powiew chłodnego wiatru. Niósł ze sobą mnóstwo zapachów - kwiaty, zioła, zwierzęta oraz.. coś jeszcze. Przez chwilę skupiłem się wokół tej woni w jeden chwili jednak ulotnił się, nie dając pochwycić ponownie. Spoglądając bacznie na otaczające nas lasy starałem się zidentyfikować ten dziwny zapach. Cóż to mogło być? Nie przypominało żadnego znanemu mi zwierzęcia, rośliny czy zjawiska. Przez krzyż przeszedł mnie niemiły dreszcz a w głowie zaświtał głośny alert krzyczący "Niebezpieczeństwo". Zaniepokoiłem się i odruchowo rozluźniłem skrzydła by w każdej chwili móc je rozłożyć. Czułem jak moc powoli rozgrzewa moją krew, przyśpieszając tętno.
- Cold? - głos Nell sprowadził mnie na ziemię - Też to poczułeś, prawda?
- Tak - odparłem cicho, strzygąc na boki uszami - Co to mogło być?
- Nie wiem - głos Nell nabrał dziwnej pewności, siły - Ale czuję, że niedługo się dowiemy.
Całe moje ciało wypełniła adrenalina. Mięśnie były gotowe do walki, magia do użycia. Nie wiedziałem co nas czeka. Równie dobrze mógł być to fałszywy alarm. Choć nigdy jeszcze nie zawiodłem się na swej intuicji..
Czujnie rozglądaliśmy się dokoła próbując wyłapać zapach tego czegoś. Wiatr jednak nie przyniósł go z powrotem, wręcz przeciwnie. Dopadła nas uspokajająca woń melisy. Obruszyłem się niespokojnie, nie mogąc usiedzieć na miejscu, wstałem i rozłożyłem szeroko skrzydła. Pozwoliłem powiewać im swobodnie na wietrze, który zdecydowanie się nasilił. Nell również wstała. Oczy błysnęły jej wojowniczo czułem pulsującą wokół niej moc. Byliśmy gotowi na dosłownie wszystko, gdy nagle po prostu uczucie zagrożenie zniknęło. Niepokój został zastąpiony uczuciem pustki. Cokolwiek to było odeszło. Opadłem z sił zupełnie nie spodziewając się takiego obrotu sprawy. Wadera sapnęła cicho przysiadając.
- Nie ma już tego - rzekła by rozproszyć zapadła ciszę.
- Tak - mruknąłem niepewnie - Ale czym to było..
- Nie wiem. Lepiej zostawmy to w spokoju. Ja.. to chyba nie było do końca żywe - Nell drgnęła, rozglądając się.
Skinąłem lekko głową. Trudno powiedzieć czym było to coś, ale na pewno nie należało do naszego świata.
- Może już chodźmy - zagadnąłem po chwili - Wiesz Carrot chyba urządza impreze czy coś.. Może przejdziemy się? - spytałem, zdobywając się na uśmiech.

<Nell?>

Od Elles

Przechadzał się po lesie słuchając pięknych pieśni ptaków, nie wiedziałam jeszcze do końca jak wygląda terytorium nowej watahy. Zatrzymałam się nad strumykiem i wpatrywałam się w odbijające się promienie słońca.
- Hej- usłyszałam za plecami.
- Hej- odpowiedziałam cicho i powoli do nieznajomego basiora, wilki w tej watasze są tak przyjaźnie nastawione do nowych.
- Co tam? Jesteś nowa?
- Yhm... tak,ślicznie tu.
- Tssa może być- odpowiedział i usiadł koło mnie.
- Elles.
- Elles?
- Tak wiem pewnie nigdy nie słyszałeś takiego imienia, a ty?- zapytałam a on spojrzał na mnie tak uroczo że prawie się zarumieniłam, przynajmniej mam nadzieje że prawie.

<Wilku?>

Od Lunatyka CD. Księżnej Półkrwi

Muszę przyznać, że bałem się tej mgły i warczenia.Nie chciałem jednak tego okazać. Mgła wyglądała na taką, co łatwo się nie rozwieje. To utrudniało działanie i pogarszało naszą sytuację. Rozejrzałem się i zacząłem wpatrywać się w mgłę, w nadziei odnalezienia czegoś znajomego. Bez skutku. Nie potrafiłem jej przeniknąć, przynajmniej wzrokiem. Ledwo widziałem zarys sylwetki Księżnej. Znowu warczenie, tym razem głośniejsze. Księżna ruszyła przed siebie. Podbiegłem do niej, bo przecież w takiej sytuacji lepiej trzymać się razem. Nagle Księżna stanęła jak wryta. Powiedziała jakby w transie:
- To czai się w głębinach, tam rośnie w siłę.
Potem potrząsnęła głową i dała susa w stronę wody. Chwyciłem ją za ogon i zacząłem ciągnąć. Odwróciła głowę. Jej oczy świeciły. 
- Nie ciągnij mnie. - powiedziała i skoczyła w głębiny. Zostałem sam. Warczenie ponownie wypełniło przestrzeń. Ogarnął mnie strach.

<Księżna? Sorki, że tak długo.>

Nowy wilk: Elles!

Imię: Elles (dla przyjaciół El) 
Wiek: 2 lata
Rasa: Lupus magicae caelestis
Płeć: Wadera
Stanowisko: Wojowniczka
Moce: Niebiańska magia - Przeciwnik nagle odkrywa sens życia i rozumie dobro; Anielskie Skrzydła - Po wypowiedzeniu tych słów na jej grzbiecie wyrastają (ukazują) się śnieżno białe skrzydła, dzięki nim może zdmuchnąć przeciwników z "powierzchni ziemi"; Ma jeszcze sporo ukrytych niebiańskich mocy i nie tylko tych. 
Cechy charakteru: Elles jest bardzo energiczną wilczycą. Jest tez dumna, odważna bo za prawdziwego przyjaciela jeśli to konieczne odda życie.
Jest harda i butna dla tego zawsze stawia na swoim. Czasami zachowuje się arogancko w stosunku do tych których nie lubi. Trudno zdobyć jej zaufanie, ale mimo tego El jest bardzo kontaktowa i towarzyska. Jest indywidualistką i czasem lubi zostać sama aby przemyśleć parę spraw (a ma ich naprawdę dużo). Elles jest niezwykłym przypadkiem. Ma duszę anioła ale jej serce skrywa mroczną tajemnicę. Szuka basiora, który pokocha ja za to kim jest. Za jest skrytość i charakter. Za jej sekrety. Nie raz jej partner stracił życie bo nachalnie chciał odkryć jej tajemnice, dlatego teraz nie jest zbyt ufna basiorom. Chce mieć pewność że jej partner zaufa jej i nie będzie próbował na własną rękę odkryć tego sekretu.
El ma za sobą czarną przeszłość i o wielu rzeczach na jej temat nie chcę rozmawiać. Woli mówić o przyszłości. Elles jest bardzo trudną do rozszyfrowania wilczycą.
Partner: Brak

Od Désiré'a CD. Korry

- Z kim rozmawiasz? - spytałem z zaciekawianiem.
Zachowywała się bardzo dziwnie, rozglądała się dookoła tak jakby próbowała wybrać kierunek ucieczki.
- Dobrze się czujesz? - Zapytałem, bałem się, że dostała wstrząsu mózgu po upadku, w końcu mówiła sama do siebie.
- Yhm... tak, tak - odpowiedziała ale mimo to nie chciałem zostawić jej samej.
- Jakoś mi się nie wydaje jesteś cała obolała - podszedłem i spojrzałem na nią a ona odwróciła wzrok. Spróbowałem jej dotknąć, ale gdy wyciągnąłem łapę w jej kierunku..... 
- NIE DOTYKAJ MNIE!!! SŁYSZYSZ, ZOSTAW!!! - krzyknęła i zaczęła uciekać. 
"O nie, nie dam ci teraz zwiać'' - pomyślałem i pobiegłem za nią.
Zgubiłem ją ale zaraz odnalazłem, siedziała nad strumykiem. Płakała. Ruszyłem się o krok i stanąłem na gałąź.
'' Kur**'' - pomyślałem, a ona odwróciła swój wzrok na mnie.

<Korra?>

Od Kurayami

Podążałam za tajemniczym basiorem od świtu, a no cóż, zbliżało się już południe. Nie rezygnowałam jednak. Intuicja mówiła mi, że może mnie to doprowadzić do czegoś hmm... ciekawego.
Lubię śledzić inne wilki. Może to dziwne, ale stało się to moim hobby. Zabawnie jest patrzeć co czasami robią, kiedy wydaje im się, że nikt ich nie widzi. Jestem wścibska? Może, ale w zasadzie kogo to obchodzi?
Znowu skupiłam uwagę na śledzonym osobniku. Skręcił na wschód i zaczął iść leśną ścieżką. Niechcący machnęłam ogonem i zaszeleściłam krzakiem. Wilk zaczął nasłuchiwać skąd dobiegł dźwięk. Na szczęście po chwili zaczął iść dalej. Ale za mnie idiotka! A co by było gdyby mnie zauważył?! Wyglądał na dość pewnego siebie. Czyli to prawdopodobnie jego tereny...
Wiatr zawiał mocniej i rozwiał zieloną grzywę. Był to najbardziej żywy element jego futra. Reszta miała odcień nieba przed deszczem - nudnej szarości.
Straciłam czujność i wystawiłam głowę nad krzaki, by mieć lepszy widok. Wtedy basior się odwrócił i skierował swój wzrok prosto na mnie. Zareagowałam pierwsza wypowiadając słowa mojego ulubionego zaklęcia - płaczu potępionych. Gdy skończyłam mgła była już dość gęsta. Następnie użyłam sztuczki, która zapewniała mi zwykle wygraną już na początku walki - stałam się niewidzialna i niesłyszalna zarazem. Te dwie czynności dość mnie wyczerpały, ale byłam za to pewna zwycięstwa. Weszłam w mgłę bez obaw- swojego twórcy nigdy nie skrzywdzi - i zaatakowałam. Zadawałam szybkie draśnięcia pazurami i po chwili odskakiwałam. Przez chwilę przeciwnik był oszołomiony, lecz po chwili się opamiętał - tego się nie spodziewałam. Dążył do bliskiego starcia, w którym zapewne, by wygrał. Starałam się do tego nie dopuścić, lecz byłam zbyt zdezorientowana tym, że w ogóle zaczął atakować. Czyżby nie miał żadnych grzechów i zużycie przeze mnie prawie całej siły na to zaklęcie z tego powodu zakończyło się fiaskiem? Wkrótce udało mu się pzedrzeć przez moją obronę. Powalił mnie na ziemię. W tym momencie cała mgła zniknęła- do jej podtrzymywania potrzebowałam mocy. Popatrzyłam na basiora z nienawiścią. Myśli kotłowały się w mojej głowie.
Jeśli tylko będzie chciał to może w każdej chwili mnie zabić! Jak to możliwe, że zostałam pokonana od tak sobie?! Tyle lat szkolenia, tyle lat mordęgi. cierpienia i bólu, a pokonał mnie jakiś zwykły wilk?! Już chyba wolę, żeby mnie zabił niż mam żyć z pamięcią o tej porażce...

< L dokończysz? >

Od Carrot CD. Skayres

- Cebulaki - odparłam z przekonaniem. Dziwnym trafem ta nazwa zapadała w pamięć, ta druga z kolei już zdążyła z niej wylecieć. Skay kiwnęła głową i ponownie wzięła do łap pałeczki, po czym z niesamowitym zapałem zaczęła uderzać nimi w kłodę.
- Ja biorę perkusję, ty weź żółwiową harfę i jedziemy z rytmem. Próba przed imprezą - powiedziała i zaczęłyśmy grać. Muszę przyznać, całkiem nieźle nam to wychodziło.
Godzinna próba wystarczyła, żebyśmy opanowały nową sztuką do niemalże perfekcji. Jak na amatorki z kilkunastominutowym stażem. Skończyłyśmy akurat, kiedy przed norą pojawił się tłum gości.
- To co, możemy w końcu się bawić? - zapytała, a jej oczy zaiskrzyły na widok używek.
- Biegnij, skoro musisz - zaśmiałam się, a sama usiadłam pod ścianą, słuchając, jak pierwszy wilk wchodzi na prowizoryczną scenę i zaczyna śpiewać. Zmęczyło mnie to wszystko, muszę przyznać. Pomimo wszystko nadal miałam niezużyte pokłady energii. Chciałam jedynie chwilę odpocząć. Szkoda tylko, że po niecałej minucie jeden z drinków wylądował na moim futrze. Spiorunowałam osobę nade mną wzrokiem, przyciągając przy okazji jego uwagę.
- Przepraszam - powiedział jakiś basior, zdobywając się na delikatny uśmiech.
- Nie szkodzi, mogłam się tego spodziewać - starałam się wyglądać przyjaźnie, możliwe, że przeceniałam moje możliwości, bo basior nie wydawał się być tym faktem pocieszony. - W każdym razie, Carrot - przedstawiłam się, wyciągając do nieznajomego łapę.

<Ktoś? XD>


Impreza 18-19 września [chociaż pewnie się przeciągnie], piszcie opowiadania jak idziecie na imprezę - w końcu się zapisaliście ;]]

Od Korry

Każdy mam jakąś historie. Fajnie gdybym ja jakąś miała. Ale przecież każdy ma własną, niepowtarzalną historię. Właśnie, k a ż d y. 
- Korra! 
Znowu mnie woła. Będzie mi kazała robić te wszystkie okropne rzeczy.
- Idę mamusiu - powiedziałam szeptem.
- Musimy dokończyć zadanie. 
Zatrzymałam się. Spojrzałam na nią. Ona również. Stała nieruchomo, a jej wyraz pyska był jednoznaczny.
- Nie mogę tego zrobić.
Ponownie kazała wejść do środka. 
- Zejdź mi z oczu, nieznośny bachorze! - zatrzasnęła za sobą drzwi z motywem węży.
Jest tu tak ciemno, i zimno. Czuje się zagubiona. 
- 'To przez ciebie, idiotko!'
- Nie prawda. Dlaczego wciąż mi dokuczasz? 

Drzwi otworzyły się. Siedziałam w ciemnym kącie skulona w kłębek. 
- Możesz wyjść.
Wstałam. Poszłam za nią. Doprowadziła mnie do miejsca, gdzie miałam wykonać ćwiczenie. Wykonałam je.

Szłam wolnym, onieśmielonym krokiem. Spuszczona głowa, podkulony ogon. Zatrzymałam się pośrodku lasu. Było tak cicho, tak spokojnie. Delikatne promyki przedostawały się przez korony drzew. Usłyszałam pękającą gałązkę. Cofnęłam się rozglądając dookoła. 
- Ktoś tam jest?
Nikt nie opowiedział. Poczułam się niepewnie. Przyśpieszyłam tępo. Skończyło sie na biegu. Co chwile sobie powtarzałam, że jest dobrze, że dam radę. Niespodziewanie potknęłam się o wystający korzeń. Upadłam zatrzymując się kilka metrów dalej. Przeklnęłam pod nosem i wstałam bez problemu. Towarzyszył mi ból od brody, wzdłuż szyi i lewego boku. 
- Hej nic ci nie jest? - usłyszałam głos basiora.
Energicznie podniosłam głowę. Nie wiedziałam co zrobić. Pierwszy raz widzę wilka, którego nie muszę zabijać. Nie wiedziałam co robić. Zaczęłam se wycofywać, ale ten i tak się przybliżał próbując nawiązać jakiś kontakt. 
- Nie podchodź - powiedziałam. 
- Spokojnie nic ci nie zrobię. Jesteś nowa? Wiesz... jesteś na terenie watahy, nigdy cię tu nie widziałem.
- 'Zróbże coś!'
- Ale co? Nie wiem co mam zrobić. 
- 'Kretynka! Przedstaw się! Idź za nim! Zabij!'
- Zabić? Ale nie mogę.
Basior patrzył się z zdziwieniem jak mówię do siebie. 
- Z kim rozmawiasz? - spytał po chwili. Ja tylko na nie go spojrzałam zawstydzona. Czułam sie taka zagubiona.

<Basiorze? PS. Mógłby ktoś dokończyć opowiadanie Sandstorm? >

Nowy wilk: Korra

Imię: Korra
Wiek: 2 lata i 2 miesiące
Rasa: Wilk Wiedźmy
Płeć: Wadera
Stanowisko: Zabójczyni
Moce: Wadera posiada czarną krew,nie da się jej w żaden sposób zranić, gdyż krew ma właściwość szybkiego krzepnięcia. czasami używa jej jako broni. Nie oznacza to, że wadera nie odczuwa bólu fizycznego, jak i to, że jest nieśmiertelna; jako, że jest prawie wiedźmą, potrafi stworzyć rzeczy z wektorów (pole wektorowe, ktokolwiek dotknie owego wektora, zostanie odrzucony w kierunku, który wskazuje. Wektorowa burza, ale także rzeczy typu schody); Wrzask duszy. Wadera wykorzystuje wrzask o wysokich dźwiękach, ale wilk słyszy je w głowie. 
Cechy charakteru: Korra jest nieśmiałą i strachliwą waderą. Czasami wydaje się bezradna, ale dlatego, że nikt jej nie pokazał jak radzić sobie w życiu. Można powiedzieć, że jest to taka sierotka. Brak wiary w siebie sprawia, że nierzadko popada w depresję. Często płacze, potrafi nie odzywać się godzinami. Walczy w tedy z otoczeniem jak i z samą sobą. Nieznana sytuacja z łatwością wywołuje panikę. Jest zagubiona. Korra nie wierzy w siebie. Często, a nawet zawsze polega na innych, pyta o to, jak ma sobie z czymś poradzić. Duży wpływ na zachowanie mają wspomnienia z dzieciństwa. Ze względu na matkę, nigdy nie była w stanie zbliżyć się do nikogo. Czuje więc strach przed nawiązaniem więzi z innymi, nie wie jak zachowywać się w towarzystwie wader jak i basiorów. Nigdy nikogo nie polubiła. Posiada w sobie duże pokłady okrucieństwa, które wykorzystuje by zagłuszyć swój strach. W efekcie zdarza się, że doprowadza ją to do szaleństwa. W czasie walki wygląda na psychicznie niezrównoważoną, może także rozmawiać sama ze sobą, wydaje się, że cierpi na rozdwojenie jaźni. Ma skłonność informować swoich wrogów, że jej krew jest czarna.
Partner: `Strach przed nawiązaniem więzi z innymi`. Boi się mieć przyjaciela, a co dopiero kogoś pokochać.

Podsumowanie wyprawy na Pustynię.

[Przepraszam, że z takim opóźnieniem.]
Wilki ruszyły na wyprawę przed zachodem słońca - kiedy na pustyni po woli zaczyna się ochładzać. W ten sposób mogły uniknąć ogromnych upałów i rażącego w oczy słońca... Oto, co wilkom udało zdobyć się podczas wyprawy...

Carrot
3x kwiat baobabu; 2x piasek pustynny; 1x kaktus
James
1x piasek pustynny; 2x rogate ślimaki; 1x biała perła
Revai
2x kwiat baobabu; 1x piasek pustynny; 1x kaktus
Skyla;
4x kwiat baobabu; 2x kaktus; 3x rogate ślimaki
Księżna Półkrwi
2x rogate ślimaki; 2x biała perła
Isabell
2x piasek pustynny; 4x kaktus
Nevada
2x rogate ślimaki; 1x kaktus; 1x biała perła
Sheena
2x piasek pustynny; 1x kaktus; 1x biała perła

wtorek, 16 września 2014

Od Village CD. Ignisa

Zawsze lubiłam wodę, chociaż nie była moim żywiołem. Jednak dawała mi siły, prawie tak samo jak przebywanie w lesie. Gdy dotarliśmy nad rzekę od razu położyłam się nad jej brzegiem. Czerpałam energię z niej i otaczającego nas lasu. Nieznajoma wskoczyła do wody, obserwowała ją. Wydawało mi się, że może być Wilkiem Wody, mieszańcem albo wilkiem Lodu. Lód jest stworzony z wody, a co za tym idzie wilki tej rasy lubią także wodę. Nagle woda wokół niej zamarzła. Wydawała się po tym zdarzeniu być nieco rozczarowana. Doszedł do nas Ignis. Byłam pewna, że nie jest zadowolony z tego, że poszliśmy nad zwykłą, nudną rzekę, a nie nad Rzekę Lawy. 
-Ignis, jak chcesz to ja nie mam nic przeciwko temu, by iść nad rzekę lawy- powiedziałam patrząc mu w oczy. 
-W sumie to ja też nie.- powiedziała wadera. Byłam już pewna, że jest wilkiem lodu.
-No dobra to chodźmy- Ignis się uśmiechnął. Wiedziałam, że poprawił mu się humor. Mógł wreszcie iść gdzieś, gdzie obecny jest jego żywioł. 
Wyruszyliśmy nad Rzekę Lawy. 
-Jesteś wilkiem lodu?- zapytałam waderę.
-Tak. Niestety.- powiedziała ze smutkiem.
Ignis szedł przodem. 

<Ignis?>

Nowy wilk: Kurayami!

Ananke by TheShadowedGrim
Imię: Kurayami
Wiek: 2 lata i 6 miesięcy
Rasa: Wilk Wspomnień i Przeszłości
Płeć: Wadera
Stanowisko: Zabójca
Moce:
Dark Echo - wilkowi pojawia się przed oczami najgorsze, najbardziej frustrujące wspomnienie. W większości przypadków doprowadza do szaleństwa.
Cry of the damned- Wokół wilka pojawia się gęsta mgła, osobnik, który znajduje się w jej obszarze słyszy krzyki potępionych wypominających wszystkie jego grzechy.
Whispers of Souls - Dzięki tej mocy Kurayami staje się niewidzialna i porusza się wręcz niesłyszalnie.
Cechy charakteru: Kurayami ma swój charakter. Nie należy do szarych myszek, które nie chcą się wyróżniać i wolą pozostać w cieniu. Nie można także zaliczyć jej do tych rozczulających się nad sobą. Akceptuje swój los taki jakim jest i zawsze stara się iść dalej do przodu bez względu na wszystko. Jest odważna i zdolna do poświęceń o ile uważa je za słuszne. Łatwo ją zdenerwować. Nienawidzi, gdy ktoś wszystko wyolbrzymia. Jest indywidualistką i zwykle woli przebywać sama. Stara się do niczego nie przywiązywać. Zwykle zachowuje zimną krew i jest w stanie myśleć pod dużą presją. Stara się nie okazywać swoich uczuć. Jedną z najważniejszych dla niej rzeczy jest honor. Czasami robi głupstwa, bo nie chce go stracić. Jest także, aż za bardzo dumna - co dość często pakuje ją w kłopoty oraz w kłótnie. Można ją zaliczyć do tych upartych i bardzo wytrwałych. Potrafi dążyć do celu za wszelką cenę. Miewa pesymistyczne myśli i zwykle nastawia się na najgorsze. Jednak mimo wszystko potrafi być wrażliwa, a za skórą bezlitosnej zabójczyni kryje się smutna wadera, która sama idzie przez całe życie.
Partner: Brak

Od Skayres CD. Carrot

- Co jeszcze dopisać do listy niezbędników? - zapytałam lekko znudzona, bo planowanie imprezy nie jest tak ciekawe, jak jej robienie. Zdecydowanie brakuje przy tym pościgów i wybuchów.
- Czosnek. - mruknęła Carrot.
Zerknęłam na listę - było tam wpisane osiem rzeczy, a właściwie jedna powtarzająca się osiem razy - dziki czosnek. Cóż za niespodzianka, nie? Dopisałam więc kolejną porcję pod numerem dziewiątym i popatrzyłam w stronę mojej towarzyszki.
- A tak poza tym?
- Jak to co? - Carrot była zaskoczona. - Przecież mówię, że czosnek.
- No ale oprócz czosnku. - sprecyzowałam.
- Aaaa... to może żywica?
Pokiwałam głową. Żywica klonowa działa prawie tak dobrze jak dziki czosnek, tylko że jest w płynie. Z doświadczenie wiem, że się przydaje bo kiedyś złamałam sobie szczękę i musiałam spożywać wszystko w płynie - a wtedy żywica była jak znalazł w zastępstwo czosnku.
- I jeszcze jakaś muzyka. - podsunęłam i dopisałam punkt jedenasty nie czekając na zgodę koleżanki. 
- Muzyka? A skąd wytrzaśniemy muzykę? Nie znam nikogo kto...
- Założymy zespół!
Carrot popatrzyła się na mnie co najmniej jakbym ześwirowała.
- No chodź idziemy po instrumenty!
*
- Skay! Skay, kuźwa po co to ciągniemy? - warknęła podirytowana Carrot gdy byłyśmy w połowie drogi do jej jaskini gdzie miałyśmy wyprawić balangę. Jedynym balastem jaki ciągnęłyśmy był sporych rozmiarów stary i z lekka spróchniały pień, pusty w środku.
- No bo to instrument. - powiedziałam z miną znawcy. - Ludzie mówią na takie coś perkusja.
- Ale jak do cholery się na tym gra? - zapytała coraz bardziej zdezorientowana Carrot, kiedy w końcu wtoczyłyśmy pień do jej jaskini. Wzruszyłam ramionami.
- A ja wiem? Jakoś tak. - zaprezentowałam uderzenie głową prosto w pniak, przez co po jaskini potoczył się głuchy dźwięk odbijający się w wydrążonym drzewie.
- Chcesz na tym grać... głową? - Carrot o mało nie wybuchła ze śmiechu. - Lepiej użyć pałeczek! - dodała, a gdy ja popatrzyłam na nią zdziwiona, przyniosła dwa w miarę proste patyki i zaczęła okładać nimi pień. Efekt był zdecydowanie lepszy.
- No właśnie to miałam na myśli. - pokiwałam z aprobatą głową, a moja przyjaciółka parsknęła śmiechem. - Nie śmiej się tylko... - rozejrzałam się po terenie znajdującym się blisko wylotu jaskini. - Łap tego żółwia, szybko!
- No raczej nam nie ucieknie. - roześmiała się Carrot podnosząc zwierzątko. - A po co nam on?
- Nie on, tylko jego skorupa. Trzymaj mocno - powiedziałam po czym złapałam biedne zwierzątko za nogi i mocno pociągnęłam - aż za mocno, bo gdy żółw wyleciał ze swojej skorupy, ja upadłam na ziemię obijając sobie plecy. Kątem oka zobaczyłam, że Carrot też straciła równowagę, ale wylądowała na tyłku. Obie zaczęłyśmy się śmiać.
- I co teraz, geniuszu? - zapytała pomiędzy salwami śmiechu Carrot.
- Zrobimy z tego coś jakby... harfę? - wzruszyłam ramionami. - Trzeba tylko poprzyczepiać tutaj splecione źdźbła trawy. - zaznaczyłam w powietrzu tor wiszenia prowizorycznych strun. Przyjaciółka pokiwała głową ze zrozumieniem i po niedługiej chwili instrument był gotowy.
- A jak się nazwiemy? I kto będzie na wokalu? - zapytałam, dodają równocześnie - Ja jestem za Cebulakami albo The Bills, a ty?

<Carrot? Wybierz nam nazwę i rozpocznij imprezę w końcu XD Dam ci ten przywilej XD>

Od James'a CD. Aevi

- Naprawdę nie wiesz, o co w tym chodzi... Tak naprawdę, Ty nic nie wiesz - znowu spojrzała na mnie, tym razem o wiele bardziej groźnie - Nie wiesz nic o obronie watahy, nic. Czy ty myślisz, że wszyscy będą chronić twoją dupę? Mylisz się. Większość wilków prawdopodobnie czyha tylko na twoje stanowisko. A wystarczy nawet rana. Będziesz słaby.. wystarczy atak, abyś zginął.. Rozumiesz to? Przestań zachowywać się jak dzieciak! Dorośnij wreszcie, bo w końcu skończysz ze złamanym karkiem. A ja nie ufam ci na tyle by powierzać tobie swoje życie! Jesteś niedoświadczony.. i taki głupi i naiwny - syknęła - zastanów się czy chcesz mieć na sumieniu zmarłych przez swoje gówniarskie zachowanie. A teraz chodźmy - warknęła ponownie - jeżeli masz jakieś zarzuty to lepiej powiedz mi to jak się wydostaniemy. 
Denerwowała mnie coraz bardziej, staram się być miły, a tymczasem ta idiotka, która zna mnie jeden dzień osądza mnie na stanowisku alfy? Pewnie myśli, że jestem "rozpieszczonym synusiem alfy", cóż, wilki się zmieniają. Zgrywa taką pewną siebie, taką "twardzielkę", ale zamiast brzmieć bohatersko i dać mi coś do zrozumienia, irytuje mnie jedynie coraz bardziej. Przewróciłem oczami. Aevi była już kawałek przede mną przedzierając się bezszelestnie przez krzaki.
Wtedy coś sobie uświadomiłem, bo przecież... nie mogliśmy znajdować zbyt daleko od terenów watahy, a nigdy nie było tutaj ludzi, nawet zwiadowcy, którzy od czasu do czasu wychodzą poza tereny wkd nigdy nic nie zauważyli, po prostu wydaje mi się to... niemożliwe. Ruszyłem szybko za Aevi, żeby powiedzieć jej o moim spostrzeżeniu, lecz... nigdzie jej nie było. Nawet nie zaczeka, super. Prowadzi mnie w jakąś dżunglę, a potem sam sobie z niej wyjdź, no bo co ją to obchodzi? Nie wiem, co ona do mnie ma, ale zaczyna mnie do denerwować. Szczerze? Może nawet dobrze, że nigdzie jej nie ma, przynajmniej mam  ś w i ę  t y  spokój, przynajmniej na jakiś czas. Chociaż nadal mam obawy co do tych "ludzi" na polanie.
- Idziesz w końcu czy nie? - usłyszałem nagle głos, a zaraz później Aevi wystającą zza drzewa.
- Tsa - mruknąłem robiąc krok do przodu, lecz zaraz później gwałtownie się zatrzymałem. - Niemożliwe, żeby to byli ludzie - powiedziałem po chwili, po czym zacząłem tłumaczyć waderze, że wataha jest położona z dala od ludzi, więc... to na pewno nie byli oni.
- Więc co sugerujesz? - mówiła, oschłym, poirytowanym tonem, jak do dziecka. Dobra, nie musi mnie traktować z wyższością, ale teraz to ona zachowywała się jak przemądrzała "pani alfa", której wszystko wolno.
- Gówno - mruknąłem pod nosem, lecz dodałem szybko z przesłodzonym uśmieszkiem. - Mówię, że to może coś, co tylko wygląda jak ludzie.
Czyli może jakieś mityczne stworzenia? - dodałem w myślach.

<Aevi?>

poniedziałek, 15 września 2014

Nowy wilk: Cane!

Nathanael PW by hecatehell
Imię: Cane
Wiek: 4 lata
Rasa: Wilk Podziemnego Mroku 
Płeć: Basior
Stanowisko: Wojownik
Moce
-Manipulacja Psychiczna: pozwala zasadzać w ofierze różne myśli, uczucia czy też nieprawdziwe wydarzenia. Proces ten zajmuje sporo czasu i potrzeba dużego skupienia, aby go wykonać, lecz w końcu dana osoba staje się ona twoją marionetką. W ten sposób można skłonić ją do zakochania, samobójstwa, morderstwa i tym podobnych.
-Halucynacje: przeciwnik widzi obrazy czy też zdarzenia, które tak naprawdę mają miejsca. Mogą być one częściowe (np. węże, słonie, chomiki itd.) lub całościowe (zupełnie inne miejsce). Zazwyczaj przedstawiają one największe lęki odbiorcy.
-Psychotortury: jest to umiejętność służąca do zadawania bólu. Ofiara zaklęcia przeżywa niewyobrażalne męki, jednak nie umiera – trwa to tak długo, aż osoba rzucająca je zdejmie. Polega ono na tym, że nadawca wysyła w stronę przeciwnika falę energii, która paraliżuje go od środka, doprowadzając do spazmów i konwulsji. 
Cechy charakteru: trudny do rozszyfrowania, chłodny, sarkastyczny wilk - ironia płynie w jego żyłach i często ujawnia się w postaci uśmieszku czy adnotacji. Zdecydowany, szorstki i pewny siebie, chociaż dość często przejawia zażenowanie lub znudzenie. Głównie cudzą głupotą. Nie cierpi idiotów i są to jedyne osoby, które -ewentualnie- potrafią wyprowadzić go z równowagi. Wyjątkowo utalentowany fizycznie i intelektualnie, potrafi perfekcyjnie dobrać słowa czy gesty, co czyni z niego znakomitego aktora i manipulanta. Jego czynności i wypowiedzi, swobodne, płynne i zazwyczaj bez skazy, zdają się być wykonane z najmniejszym wysiłkiem. Dzięki temu umie owinąć sobie w okół palca niemal każdego, a w szczególności samice - trochę szarmancji, trochę zwodu i kłamstw wystarczy, aby omamić najtwardsze zawodniczki. Nie bierze związków na poważnie, są one dla niego jedynie formą rozrywki. Ma szacunek tylko do osób, które mu zaimponują, jednak zdobycie jego aprobaty jest trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Na co dzień nonszalancki- otoczenie zdaje się nie wywierać na nim wrażenia, na większość rzeczy spogląda z pogardą. Nie wyraża jakichkolwiek uczuć i jest to ostatnia rzecz, jaką by się interesował- ma je po prostu w dupie, zarówno swoje, jak i każdej innej osoby. Żyje zasadą "po trupach do celu" i nic nie stanie mu na przeszkodzie, gdy chce coś osiągnąć. Wyjątkowo przebiegły gość- nic nie stanowi dla niego zagadki, choć on sam jest jedną wielką tajemnicą. Lubi wykorzystywać innych, bawić się nimi, przyprawiać ich o poczucie bezwładności, strachu i braku kontroli nad własnym życiem. Poprawia mu to nieco nastrój. 
Partnerka: Brak